Alchemia polityki

Karol Modzelewski, Andrzej Werblan, Robert Walenciak, „Polska Ludowa”, Iskry 2017

Czy Sowieci mogli przejść Wisłę w czasie Powstania Warszawskiego i co miał z tym wspólnego Stanisław Mikołajczyk? Czy choroby Gomułki i Gierka, które dopadły ich w momencie, gdy do przejęcia władzy szykowali się ich następcy były przypadkiem?  Czy stan wojenny był nieunikniony i czy Sowieci weszliby do Polski, gdyby go nie ogłoszono? Dlaczego „Solidarność” bała się wyborów w 1989?- odpowiedzi na te i inne pytania znajdą czytelnicy w rozmowie-rzece, którą z dwoma czołowymi postaciami czasów PRL-u przeprowadził Robert Walenciak.

Bohaterowie tej książki – Karol Modzelewski, jeden z czołowych opozycjonistów, wiele lat więziony i Andrzej Werblan, pnący się w górę komunistycznej hierarchii aż do stanowisk sekretarza KC i wicemarszałka Sejmu – stali po dwóch stronach politycznej barykady (dodatkowe szczegóły w notkach na końcu) – ale łączy ich zaskakująco wiele. Obaj pełnili funkcje „skrybów” w swoich obozach – Andrzej Werblan był ghostwriterem Gomułki i Gierka, Karol Modzelewski, oprócz tego że pracował nad istotnymi dokumentami „S”, wymyślił nazwę związku, był także autorem m. in. haseł wznoszonych w czasie ostatniego przedstawienia marcowych „Dziadów”. Obaj są intelektualistami, obaj przez długi czas należeli do intelektualnego zaplecza swoich środowisk, obaj są „zwierzętami politycznymi”, świetnie zorientowanymi w politycznych strategiach i potrafiących je nie tylko analizować, ale również frapująco o nich opowiadać. Obaj mają umysły otwarte, dalekie od ciasnego doktrynerstwa i obu zdarzyły się momenty, gdy poszli w kontrze do swego środowiska. Łączy ich także fakt, że obaj byli blisko najważniejszych wydarzeń lat 1945-1989 roku i mogą z nich zdać relację z pierwszej ręki.

Rozmowy obejmują cały okres PRL-u. Modzelewski i Werblan, umiejętnie podprowadzani przez Walenciaka tworzą panoramę historii Polski Ludowej skupiając się nie na relacjonowaniu wydarzeń (chociaż i tego w książce, ze względu na jej częściowo wspomnieniowy charakter, sporo), ale raczej ich pogłębionej analizie.

To było na tym Biurze, kiedy Gomułka zaproponował, żeby odwołać Moczara i wziąć go do KC, a na jego miejsce dać Świtałę. Wtedy Gierek się odezwał, że on się zgadza w sprawie Moczara, ale nie zgadza się w sprawie Świtały. Uważa, że ministrem powinien zostać Szlachcic. Gomułka na to odparł: bardzo dobrze, żeście to powiedzieli. Teraz jest okazja, żebyśmy wszystko wyjaśnili, żebyśmy sprawę do końca jasno postawili. Nie będzie Szlachcic ministrem, bo to byłoby to samo, co Moczar, lub jeszcze gorzej. Zatem będzie Świtała. Ale, towarzyszu Gierek, gdyby pojawiły się w resorcie jakieś rozróby przeciwko nowemu ministrowi, to pamiętajcie, nie będziemy dochodzić, kto winien, tylko zdejmiemy Szlachcica.

Oglądamy więc pałacowe z ducha, chociaż rozgrywające się na szczytach władzy ludowej z nazwy, intrygi – pojedynki koterii i frakcji (Puławianie kontra Natolińczycy, śląscy technokraci kontra delifini Gomułki, ugodowcy kontra partyjny beton), obalanie przywódców (jak zapewnia Adam Werblan – i Gomułka, i Gierek – naprawdę zachorowali gdy zanosiło się na zmianę) i kontakty z potężnymi protektorami z Moskwy – tu ciekawie wypada zwłaszcza różnica między Gomułką, który zyskał sobie pewną autonomię i, w ramach systemu, potrafił się Rosjanom „postawić” i Gierkiem, który przy całym swym sprycie, musiał przełknąć, przynajmniej raz, obelgę w postaci bezpośrednio wydanego polecenia ze strony Breżniewa.

Wsiadłem do pociągu i pojechałem. Przyszedłem na bramę numer 3, na której stali stoczniowcy w opaskach. (…) powiedziałem, że chcę iść do doradców. No i dwóch takich krzepkich stoczniowców wzięło mnie pod ręce i zapytało, co słychać w Warszawie. Odpowiedziałem: KOR siedzi, wożą ich z komendy na komendę. KOR to nie my – mówią. Aha, ale jak KOR będzie siedział, to dla was gwarancje bezpieczeństwa są warte tyle, co papier klozetowy. (…) Wszedłem. Natrafiłem na Mazowieckiego, który się przeraził, jak mnie zobaczył. Bronek Geremek też się przeraził. I powiedział: „Karolu, za duże nazwisko.” (KM o wizycie w stoczni w czasie sierpniowego strajku w 1980 roku).

Nie mniej ciekawe fragmenty dotyczą opozycji. W opowieści Modzelewskiego środowisko to nie jest jednorodne i ma swoje smugi cienia (np. w pierwszych latach Gierkowskiej dekady, gdy nastroje społeczne dawały władzy legitymizację, opozycja „istniała jako zjawisko czysto towarzyskie”). Ale najbardziej pasjonujące momenty to oczywiście październik 56 na Żeraniu (gdy oczami KM oglądamy w akcji Lechosława Goździka) i czasy „Solidarności” – kryzys rejestracyjny, ciekawe okoliczności powstania nazwy związku i pasjonująca opowieść o poszukiwaniu balansu między milionami robotników i garstką doradców – kluczowa okazała się tu postać Lecha Wałęsy.

AW: To był przetarg – jedni się bronili przed Gomułką i jego otoczeniem, drudzy podbechtywali
KM: Żeby to zdjąć?
AW: Tak. Więc zdecydowano, że nie od razu zdejmują, że jeszcze dwa przedstawienia mają się odbyć, a potem zdejmą.
KM: Bo bilety już sprzedane? (śmiech)
AW: Tak! Właśnie tak! (…)
KM: Idiotyzm tego splotu przypadków, jest, jak się mówi, porażający. Ale jestem przekonany, że tak było , tu się nie dopatruję prowokacji.
AW: To dokładnie tak było.
KM: (…) Moim zdaniem, to, co się zdarzyło, na pewno przekroczyło nasze oczekiwania i wyobrażenia. Moje i Jacka.
AW: Moje też. Absolutnie. Choć przypuszczam, że ci, co w Komitecie Warszawskim i w MSW planowali pacyfikację wiecu, też nie spodziewali się wylania demonstracji na ulice. Moczar chyba tego nie oczekiwał, gdyż żadnych zabezpieczeń nie poczynił. Na początku panowała prowizorka.
(Fragment rozmowy o zdjęciu „Dziadów” w 1968 roku)

Rozmówcom udało się przy tym uniknąć pułapki anachronizmu w ocenach i skorzystać z okazji, że od wydarzeń, o których mowa minęło sporo czasu i można je oceniać już z dystansu. Dużą rolę w ich narracji odgrywają nastroje społeczne, uwarunkowania charakterologiczne decydentów i skomplikowane okoliczności, które często umykają w ogólnych dyskusjach – wszystko to razem pozwala na stawianie zaskakujących hipotez, takich jak np. te profesora Werblana o tym, że nadreprezentacja towarzyszy o żydowskich korzeniach w Służbie Bezpieczeństwa wynikała z antysemityzmu społeczeństwa – bojąc się negatywnej reakcji na ewentualny awans na eksponowane stanowiska, przesuwano ich do pozostającej mniej na widoku „bezpieki”, czy urazie Gierka, która była bezpośrednim powodem do utrzymania podwyżek w 1976 roku; służy też ukazywaniu złożoności stosunku opozycji do komunistycznego państwa, bo Karol Modzelewski opowiada np. w pewnym momencie o swoich wątpliwościach co do rozwiązań ekonomicznych podobnych do tych wprowadzonych później przez Leszka Balcerowicza; co ciekawe Andrzej Werblan udowadnia, że zalążki tych reform (z udziałem Balcerowicza zresztą) powstawały w „Marlenie” (czyli Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu).

Wspomniany przed chwilą dystans pozwala na chłodną, ale uwzględniającą ówczesne realia ocenę, i rozmowę przypominającą raczej debatę historyków niż politycznych przeciwników – pozwala uczciwie ocenić szanse powodzenia kolejnych projektów i poszerzyć wiedzę zarówno rozmówców, jak i czytelników, bo w trakcie dyskusji panowie dopytują się o szczegóły. Nie oznacza to, że jednak że nie ma w tej rozmowie sporu (np. w kwestii oceny istoty „Solidarności”) i nie pojawiają się elementy polemiczne (bywa, że nawet złośliwe) – ale klasa obu rozmówców pozwala zachować odpowiedni balans między emocją i podejściem analitycznym, z korzyścią dla czytelnika.

Gomułka był człowiekiem pedantycznym i lubił sam cyzelować swoje przemówienia

Niezwykle ciekawe są fragmenty książki poświęcone pracy ghostwritera – tę funkcję pełnił Werblan u boku zarówno Gomułki (w mniejszym stopniu), jak i Gierka. Nieczęsto mamy, nawet we współczesnej, medialnej polityce, okazję podejść tak blisko. Otrzymujemy, uzupełnioną anegdotą, opowieść o jednym z ważniejszych elementów politycznej alchemii, o zamienianiu zamiarów przywódcy w dobrze napisany tekst – Werblan pokazuje w jaki sposób spotykają się intuicje dotyczące aktualnej sytuacji i pisarskie umiejętności ghostwritera ze znajomością osobowości polityka, który ma przemówienie wygłosić.

Na koniec kilka słów o stronie formalnej książki – Robert Walenciak nie tylko umiejętnie, z dużą znajomością epoki, poprowadził rozmowę, ale nie zagłuszył w redakcji idiomów swoich rozmówców – bardziej energicznego i swobodniejszego Karola Modzelewskiego z bardziej powściągliwym Werblanem – stworzony w ten sposób kontrast dobrze „napędza” całą rozmowę i czyni ją atrakcyjniejszą dla odbiorcy, a wstawiane w tekst rekapitulacje najważniejszych wątków pomagają w nawigacji  między nimi.

„Polska Ludowa” to nie tylko żywe, pełne szczegółu i anegdoty, a zarazem pogłębionej analizy wciągające kompendium wiedzy na temat PRL-u, nie tylko ukazana z dwóch perspektyw opowieść o powojennej Polsce, ale także świadectwo, że spotkanie w połowie drogi, z bagażem zarówno różnic, jak i dobrej woli daje szansę na zbliżenie się do prawdy w całej jej złożoności.

O AUTORACH:

Karol Modzelewski – opozycjonista, autor, razem z Jackiem Kuroniem słynnego listu otwartego do partii, pierwszy rzecznik „Solidarności”, senator w latach 1989-1991, profesor historii, specjalizujący się w dziejach średniowiecza, autor wielu książek, m. in. „Barbarzyńskiej Europy” (2004) i autobiograficznej pozycji „Zajeździmy kobyłę historii. Wspomnienia poobijanego jeźdźca” (2013), która przyniosła mu Nagrodę Literacką „Nike”

Andrzej Werblan – działacz PPS i PZPR, oprócz wspomnianych w tekście funkcji był m. in. kierownikiem Wydziału Nauki i Oświaty KC oraz członkiem Biura Politycznego, historyk, profesor politologii, autor książek, m. in. „Władysław Gomułka. Sekretarz generalny PPR” i „Stalinizm w Polsce”

Robert Walenciak – dziennikarz i publicysta, był m. in. zastępcą naczelnego tygodnika „Przegląd” (z pismem tym związany jest do dziś) i naczelnym „Dziennika Trybuna”, laureat dziennikarskiej Nagrody im. Aleksandra Małachowskiego