kalejdoskop#9 (komiksy z pazurami)

Komiks, tak jak każda dziedzina sztuki, potrzebuje artystów, którzy przekraczają tabu dla wzbogacenia środków wyrazu, poszerzenia pola tematycznego, zmiany granic dozwolonej ekspresji. Prezentujemy dwa utwory, które czynią to na różne sposoby. “Najgorszy komiks roku” odchodzi od wypracowanego rysunku na rzecz szkicownika i swobodnie poczyna sobie z narracją. “Bellmer”, warsztatowo bliższy mainstreamowi eksploruje, tak jak jego bohater, tematy tabu.

Maciej Pałka, „Najgorszy komiks roku”
Wydawnictwo Komiksowe 2017

Przeznaczony przede wszystkim dla koneserów komiks doświadczonego twórcy tego gatunku, ilustratora i projektanta gier ( ma na koncie m. in. serię o „Bedykcie Dampcu”) to awangardowo traktująca narrację i rysunek historia pewnego niszowego zespołu rockowego z Lublina o nazwie „666” (autor jest jego członkiem, ale o niczym to jeszcze, jak się przekonamy, nie świadczy), a centralne tematy tego tomu to status niezależnego artysty we współczesnym świecie, proces twórczy i relacja między bohaterem dzieła literackiego a jego autorem.

Bo też perypetie zespołu służą tu jako fabularne rusztowania do najróżniejszych gier z konwencją i czytelnikiem – mamy tu np. scenę, w której jedna z postaci buntuje się przeciw autorowi/bohaterowi, demaskując jego zabiegi, by przedstawić się czytelnikom w pozytywnym świetle, mamy dyskusję z żoną na temat tego w jaki sposób rozwiązać scenę finałową, mamy epizody, w których obserwujemy wykluwanie się pomysłu. Trwa tu tez nieustanna gra polegająca na tym, że nie sposób ustalić czy jeden z bohaterów komiksu jest bezpośrednim odzwierciedleniem autora.

Historia zespołu (zakończona w realistyczno-pesymistyczny sposób w callcenter firmy oferującej chwilówki) to z kolei, nawiązująca do toposu poety wyklętego, opowieść o prawie na pewno skazanej na porażkę próbie zrobienia czegoś twórczego, którą warto podjąć, mimo wspomnianej porażki.

Z eksperymentalną narracją idzie w parze rysunek. Już na początku dowiadujemy się bowiem, że komiks powstał odrobinę przypadkiem – autor poszukując stylu odpowiedniego do historii rysował kolejne sceny aż zdał sobie sprawę, że ma gotowy album. Co zadziwiające eksperymenty z kreską, kadrowaniem są zarazem uchwyconym procesem twórczym, jak i spójną wizją, ukrywającą w dodatku niespodziankę, bo punkowa kreska Pałki daje pewne pojęcie o muzyce zespołu, o którym opowiada komiks.
Komiks adresowany jest wyłącznie do czytelników dorosłych – zawiera sporo swobodnego, dosadnego języka i dwie ostre sceny erotyczne – wszystko uzasadnione przyjętą konwencją tematyką i buntowniczą stylistyką całości.
Tom wieńczy świetna opowieść o losach polskiego komiksu po 1989 roku, w którym jedną z kluczowych ról odegrała scena niezależna („Najgorszy komiks roku” to oddany jej hołd).


Marek Turek, „Bellmer. Niebiografia”
Kultura Gniewu 2017

Zamknięta w formę powieści graficznej impresja biograficzna oparta na faktach z życia urodzonego w Katowicach niemieckiego artysty, rzeźbiarza i fotografika związanego z surrealizmem – żył w latach 1902-1975. Autorem książki jest rysownik i scenarzysta średniego pokolenia i autor artykułów na ich temat (w prestiżowych „Zeszytach Komiksowych”).
Najbardziej znane dzieła bohatera tomu, Hansa Bellmera to lalki naturalnej wielkości. Montowane z różnych części i często w surrealistycznych zestawieniach nimfetki, które jak pisze w posłowiu Marek Zalibarek są m. in. narzędziem psychoanalitycznego badania ukrywanych stron ludzkiej natury, takich jak np. sadyzm. Jak każda sztuka zajmująca się podobną tematyką i przekraczająca tabu „Lalki” budziły i budzą kontrowersje.

Autor komiksu połączył wątki biograficzne z próbą dotarcia do źródeł sztuki Bellmera. Opis życia – od pierwszej wystawy, która zakończyła się dla artysty pobytem w areszcie, przez wyklęcie w III Rzeszy, pobyt w Paryżu i w obozie, gdzie trafił za fałszowanie paszportów na potrzeby ruchu oporu i niezbyt szczęśliwe życie osobiste – wzbogacają pomysły Turka, który każe np. obejrzeć Hitlerowi książkę Bellmera w czasie powrotu z wystawy tzw. „sztuki zdegenerowanej”.

Analiza sztuki idzie w kierunku ujętym dyskursywnie w posłowiu, ale zostawia miejsce na tajemnicę, nie epatuje seksualnymi motywami (chociaż ich też nie unika). Całość ujęta w starannie przetworzonej, efektownej konwencji drzeworytu, syntetycznej, symbolicznej i bez użycia słów.