Karnawał i chłosta

Tom Sharpe, „Wilt”, Poradnia K 2017

“Wilt” niespecjalnie się zestarzał, chociaż totalnej satyrze Toma Sharpa, nie liczącej się z żadnym tabu stuknęła w zeszłym roku czterdziestka, a my doczekaliśmy się właśnie jej trzeciego polskiego wydania. Dzieje się tak pewnie dlatego, że tak jak jego znakomici poprzednicy, Sharpe nie pisał o pewnym wykładowcy-nieudaczniku z Anglii lat 70. XX wieku i awanturze w jaką się wpakował przez pewną plastikową lalkę dla dorosłych, ale o uniwersalnych ludzkich przypadłościach, używając karnawałowego odwrócenia wartości, by bez litości chłostać bliźnich dla ich własnego dobra.

Przypomnijmy. Henry Wilt ma trzydzieści parę lat i wydaje mu się, że przegrał życie. Dni pędzi jako nauczyciel bez perspektyw na awans, wykładający w college`u literaturę angielską przyszłym rzeźnikom, monterom, elektrykom i budowlańcom, których niespecjalnie obchodzi klasyka literatury, a w domu czeka na niego otyła żona, owładnięta obsesją czystości i podążająca bezmyślnie za każdą nową modą w rodzaju tańca orientalnego, dżudo, garncarstwa, medytacji transcendentalnej czy gimnastyki na trampolinie. Żona terroryzuje go za pomocą płynu do czyszczenia toalet i obezwładniającej energii ekstrawertyczki, a że Wilt to człowiek wycofany i prowadzący głównie życie wewnętrzne, nietrudno się domyślić, że jego małżeńska egzystencja do udanych nie należy.

Poznajemy go w czasie spaceru z psem, gdy snuje plany, w jaki sposób zgładzić żonę. Wkrótce, w wyniku intrygi, w której decydującą rolę odegra pewna nimfomanka instrumentalnie traktująca feminizm, gumowa lalka dla dorosłych i zalany betonem wykop pod fundamenty na budowie w pobliżu miejsca pracy Wilta, nasz nieszczęśnik zostanie oskarżony o zamordowanie żony, mimo że ona, cała i zdrowa, aczkolwiek poza zasięgiem policji, będzie poznawać zalety „terapii dotykowej” nieświadoma, że padła ofiarą uwodzicielki.

To, co dzieje się dalej jest dla Sharpe`a okazją do tego, by, tak jak średniowieczni uczestnicy karnawału, nie licząc się specjalnie z żadnymi świętościami, ze złośliwym poczuciem humoru i nie oglądając się na poprawność polityczną obnażać pyszałkowatość, hipokryzję i skłonność do wydumanego słownictwa akademickich kolegów, cynizm rzekomo wyzwolonych postępowców, podrwiwać sobie z poczciwych stróżów prawa (sceny przesłuchania Wilta to jeden z najlepszych pastiszów kryminału, jakie miałem okazję czytać) i pogrążonych w życiowej inercji kieszonkowych inkwizytorów.

Ale powieść nie jest cyniczna, bo, po pierwsze satyra niesie nie tylko oczyszczający śmiech, ale również pozwala nazwać rozmaite bolączki, a na koniec dostajemy coś w rodzaju happy-endu – wziętego oczywiście w cudzysłów i podszytego niepewnością co do szlachetności ludzkich istot – ale przynoszącego swego rodzaju nagrodę, tym najbardziej w swym zagubieniu w świecie niewinnym.

Na koniec jeszcze słówko o humorze, za który Sharpe nierzadko był krytykowany. Jako, że jego proza korzysta ze wspomnianego już karnawałowego zawieszenia normalnych hierarchii i tabu, autor nie wzbrania się ani przed wulgaryzmami, ani nazywaniem rzeczy po imieniu, ani stosowaniu rozwiązań rubasznych. Czyni to jednak z pełną świadomością gatunku i przekraczanych granic, z językową inwencją (sporo tu świetnych dialogów) i po mistrzowsku budując absurdalne sytuacje, które wybuchają w punktach humorystycznej kulminacji (takich jest w książce przynajmniej kilka).

Udana propozycja dla miłośników satyrycznej jazdy bez trzymanki.

O AUTORZE:

Tom Sharpe (zm. 2013) – Anglik, nauczyciel akademicki i autor powieści satyrycznych – oprócz serii o Wilcie (w Polsce ukazały się cztery z pięciu tomów) napisał ich jeszcze jedenanście – w naszym kraju mieliśmy okazję czytać „Zemstę Skuliona” i „Nieprzystojne obnażenie”.