Muzyczny elementarz Piotra Wierzbickiego

Piotr Wierzbicki, „Jak słuchać muzyki”, Więź 2016

Jan Vermeer, "Lekcja muzyki" (fragm.)
Jan Vermeer, „Lekcja muzyki” (fragm.)

Melomanom autora książki nie trzeba przedstawiać. Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o Piotrze Wierzbickim lub nazwisko muzycznego publicysty obiło mu się jedynie o uszy, jest okazja, by lepiej go poznać. Jego najnowsza książka  jest skierowana głównie do tych, którzy rozpoczynają dopiero przygodę z muzyczną klasyką.

Choć mówi się, że początki w wielu dziedzinach są trudne, w słuchaniu muzyki  wydają się one być raczej… dosyć podchwytliwe. To co wydaje się proste, może być skomplikowane, a to co skomplikowane nie zawsze musi być tak głębokie, jak można by się spodziewać. Bywają też utwory, których słucha się lepiej z płyty niż na żywo, choć powstały zanim wynaleziono zapis dźwiękowy. By się nie pogubić w tym, tylko na pozór, niedostępnym świecie i nauczyć czerpać przyjemność ze słuchania muzyki, warto sięgnąć po tę książkę. Autor nie tylko podsuwa ciekawy repertuar. Pomaga też go zrozumieć i zachęca do własnych poszukiwań.

Pierwszą radą udzieloną początkującym melomanom jest ta, by zaczęli „od własnego podwórka”, czyli Słowian, np. Moniuszki, Czajkowskiego, Smetany. I oczywiście Chopina, choć, jak przyznaje autor, do dzieł naszego najwybitniejszego kompozytora „dorasta się całe życie” ze względu na wyjątkowo duże ich zróżnicowanie zarówno pod względem brzmieniowym, jak i zawartych w nich emocji.

W dalszej części Piotr Wierzbicki doradza co wziąć  „na pierwszy ogień” i  „czego pod żadnym okiem nie przeoczyć”. Podsuwa kompozycje lekie i przyjemne, np. „Cztery pory roku” Vivaldiego, ale też takie, do których sam musiał podchodzić wiele razy, np. IX symfonię Beethovena – jej słuchanie w trakcie czytania gazety nazwał nawet „barbarzyństwem”. Wyjaśnia, w czym zawiera się genialność „Don Giovanniego” Mozarta, co go zachwyciło w koncercie na orkiestrę Bartóka, które części tetralogii „Pierścień Nibelunga” Ryszarda Wagnera trzeba znać. W ciekawy sposób zestawia dzieła różnych kompozytorów, np. Bacha i Chopina (widzi np. podobieństwa między „Das Wohltemperierte Klavier” z Mazurkami). Potrafi też zachęcić do sięgnięcia po mniej znane nazwiska, m. in. Hummla, Clementiego czy Webera.

W książce jest też wiele cennych uwag na temat wykonawstwa. Choć zdarza się autorowi z ironią pisać o zachowaniu młodych artystów na scenie, to jednak przekonuje, że prawdziwe „smaczki” poszczególnych dzieł zawierają się tak naprawdę w interpretacji i wykonaniu zapisu nutowego. Zachęcając czytelnika do własnych poszukiwań, podpowiada, by sięgnąć po nagrania artystów, tworzących przed erą wybitnych współczesnych wirtuozów, takich jak Krystian Zimerman i Martha Argerich. By dowiedzieć się „o czym jest” polonez fis-moll Chopina – twierdzi Wierzbicki – trzeba posłuchać, jak grał go Artur Rubinstein. Książka jest więc poniekąd płytowym przewodnikiem po najlepszych wykonaniach, co świetnie uzupełnienia część ogólną.

Pozycję można polecić każdemu, gdyż autor nie występuje w roli krytyka czy znawcy, ale miłośnika muzyki i życzliwego cicerone (co nie znaczy oczywiście, że kompetencji krytyka i znawcy mu brakuje). Piotr Wierzbicki nie tylko rozumie i kocha muzykę. Potrafi i ma ochotę o niej pisać.

getObrazek.php

O AUTORZE:

Piotr Wierzbicki – publicysta i krytyk muzyczny, ma na koncie wiele książek, m. in. „Boskiego Bacha”, „Nieboskiego Chopina” i „Muzykalny kosmos”