Polskie „Przeminęło z wiatrem”

„Noce i dnie. Opowieść o filmie Jerzego Antczaka”, redakcja: Grażyna M. Grabowska, Wydawnictwo BOSZ i Filmoteka Narodowa 2017

„Największa moja trudność polegała na tym, że grałem marzenie.” – mówi o swojej roli Karol Strasburger. „Widzę na ekranie moją żonę. Skąd Pani ją zna?” – to fragment listu do Jadwigi Barańskiej, filmowej Barbary.” „Myślę, że Agnieszka jest cały czas gdzieś we mnie.” – wspomina po latach Stanisława Celińska .- „Spośród wszystkich moich filmowych postaci stała mi się najbliższa.”

Porównywane do „Przeminęło z wiatrem” i „Wojny i pokoju” opus magnum Jerzego Antczaka w dużej mierze opowiada o przemijaniu, codzienności, rutynie. Nie jest to jednak film nudny, m.in. dzięki świetnemu montażowi i wspaniałej grze aktorskiej. Źródła tego fenomenu dobrze dokumentuje materiał zebrany w albumie. Za pomocą fotosów i zdjęć z planu oraz wypowiedzi osób związanych z powstawaniem filmu ukazano kulisy polskiej superprodukcji, nominowanej w 1976 roku do Oscara. O swojej pracy przy filmie opowiadają aktorzy, reżyser, autor zdjęć, operator i twórczyni kostiumów.

Dzięki temu widoczny jest nie tylko rozmach z jakim kręcono film, ale też PRL-owskie realia, z którymi przyszło się zmierzyć ekipie filmowej.

Aktorzy nie mieli wielu wygód dziś obowiązujących na planie, brakowało nawet toalety.”Może w życiu nie mieliśmy luksusu, ale na ekranie – tak” – mówi Beata Tyszkiewicz. Na planie pracowało 80 wykwalifikowanych krojczych i szwaczek. Dla samej Jadwigi Barańskiej uszyto 136 sukien. Film miał tak zwany otwarty budżet, co oznaczało, że reżyser nie musiał iść na żadne kompromisy. Zamiast szukać zapadającego w pamięć polskiego pejzażu, postanowił go stworzyć, przesadzając w jedno miejsce 120 wierzb. Nawet nenufary w stawie, do którego wchodził filmowy Józef Tolibowski musiały być prawdziwe (gdy znaleziono staw z odpowiednimi kwiatami, okazało się, że pozostaną rozwinięte jeszcze przez dwa dni, co oznaczało oczywiście kręcenie w tempie sprinterskim).

Że było warto wyeksponować ten, marginalny w książce, epizod z nenufarami, świadczy fakt, że scena przeszła do historii polskiego kina i stała się jedną z najważniejszych dla filmu (również dzięki muzyce). Nie dziwi więc, że w książce oglądamy jej powstawanie z kilku perspektyw – aktorów, operatora i reżysera. Największym jednak wyzwaniem inscenizacyjnym był pożar Kalińca. Jak niebezpieczne było to przedsięwzięcie opowiada reżyser Jerzy Antczak, wspominając, że użyto wówczas napalmu.

Rozmowy z operatorem i autorem zdjęć odsłaniają wiele szczegółów technicznych, dotyczących zarówno decyzji podejmowanych na planie (dobór kolorów pól na przykład), jak i późniejszej, dokonanej po latach, obróbki cyfrowej, która wniosła dużo świeżości i pomogła usunąć wiele defektów.

Film nie odniósłby jednak tak wielkiego sukcesu, gdyby nie kreacja Barbary stworzona przez Jadwigę Barańską uhonorowanej zresztą Srebrnym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie. „Pani Jadwigo, jakbym miała przed oczami własne życie” – pisała w liście jedna z wielbicielek. „Jest prawdziwa w każdym geście i słowie” – wtórował krytyk, „(…) nie mogę się oprzeć, żeby nie napisać choć kilku zdań, tak bardzo zachwyciłem się Pani talentem i pracą w tym filmie” – zaczął swój list do Jadwigi Barańskiej Andrzej Wajda. Co ciekawe, z jednej z rozmów wynika, że również inna aktorka mogła być brana pod uwagę przy obsadzeniu tej roli.

     

Ważnym wątkiem jest też recepcja filmu. Dzięki obszernym fragmentom poszczególnych recenzji umieszczonych obok siebie, udało się zrekonstruować dyskusję jaką „Noce i dnie” wywołały. Nie można było uniknąć bowiem konfrontacji powieścią. Niektórzy wielbiciele twórczości Marii Dąbrowskiej zarzucali filmowi, że w ujęciu retrospektywnym, jako wspomnienia Barbary, nie dało się zawrzeć wielu istotnych wątków powieści, zwłaszcza jeżeli chodzi o kontekst społeczny. Zarówno jednak większość krytyki, Amerykańska Akademia (i jurorzy innych rozmaitych festiwali) publiczność w Gdyni (która uznała obraz za najlepszy film 40-lecia konkursu) i wielokrotne powtórki na małym ekranie potwierdziły rangę artystyczną filmu Jerzego Antczaka i fakt, że dobrze znosi próbę upływających nocy i dni. A książka to udany po nim przewodnik, nie tylko efektownie i starannie wydany, ale również wartościowy poznawczo.

O REDAKTORCE TOMU:

Grażyna M. Grabowska – Główny Kustosz Zbiorów Filmoteki Narodowej, opracowała również podobny tom poświęcony „Potopowi” („Potop Redivivus” – 2015)