Raport z nieżycia

Łukasz Krzyżanowski, “Dom, którego nie było”, Czarne 2016

Temat podjęty przez Łukasza Krzyżanowskiego – powroty Polaków żydowskiego pochodzenia po II wojnie światowej – nie jest oczywiście nowy. Pojawiały się książki opisujące to zjawisko, na czele z głośnym „Strachem” Jana Tomasza Grossa (chociaż badania w tej kwestii, jak zauważa sam autor, to ciągle „obrzeża głównego nurtu zainteresowań historyków i socjologów”). Książka młodego naukowca zwraca uwagę odważną, biorąc pod uwagę ile lat upłynęło od zakończenia wojny, próbą odtworzenia obrazu w możliwie najdrobniejszych szczegółach, obejmujących nie tylko fakty, ale również motywacje.

Autor z benedyktyńską cierpliwością i dokładnością rekonstruuje losy Żydów powracających po wojnie do Radomia – autor wybrał to miasto zarówno ze względu, na to że stamtąd pochodzi, ale również dlatego, że zachowało się tam wyjątkowo dużo dokumentów. Radom staje się „modelowym miastem”, pozwalającym, zdaniem autora, prześledzić szereg rozmaitych tużpowojennych problemów właściwych „polskiej prowincji” i jej reakcji na powroty ocalałych.

Mam z tym uogólnieniem pewien problem – myślę, że może, paradoksalnie, zaszkodzić świetnej pracy Krzyżanowskiego i narazić ją na niepotrzebne ataki. Samo studium na temat Radomia i okolic daje wystarczająco dużo poruszającego materiału i może stać się inspiracją dla kolejnych badaczy, by, tak jak Krzyżanowski, na bazie dokumentów i wspomnień odtwarzać tamten mroczny okres w innych częściach Polski.

„Kiedy wróciłem z obozu nasze miasteczko było zupełnie puste. Oglądałem domy niedomy, ulice nieulice i widziałem ludzi nieludzi. I była chuda koza niekoza, chuda szkapa nieszkapa, i kwiaty niekwiaty, krążyłem wokół nierynku, na którym stał niekościół, nieratusz, i jedna jedyna nieławka” – ten fragment z powieści Stanisława Benskiego „Ocaleni” wprowadza, w niezwykły, literacki i syntetyczny sposób w temat, któremu Łukasz Krzyżanowski poświęcił swoją książkę, ale jego praca, mimo że literatura pojawi się tu jeszcze kilkukrotnie, znakomicie dopowiadając konteksty, do których historiografia nie ma dostępu, rezygnuje (prawie) z literackiej, eseistycznej swobody na rzecz mozolnego odtwarzania faktów – „Cechą charakterystyczną wielu archwialiów [dotyczących omawianego tematu – przyp. linus] (…) jest ich fragmentaryczność oraz wprost niewyobrażalne rozdrobnienie. Z tego powodu moja praca miejscami przypominała układanie mozaiki z bardzo małych elementów – czasem ustalenie prostych faktów wymagało czerpania wiadomości z kilku lub nawet kilkunastu dokumentów”.

Ta metoda ma swoje wady – relacja jest czasem zbyt sucha, a jej szczegółowość zbyt duża dla przeciętnego czytelnika, z drugiej jednak strony pozwala, również dzięki wykorzystaniu przez autora podwójnego warsztatu – historyka i socjologa – na stworzenie studium, którego celem jest „próba zrozumienia ludzkiego losu z całą jego złożonością w konkretnych społeczno-historycznych warunkach” i spojrzenie na Żydów ocalałych z Holocaustu nie tylko jako ofiary, które cudem uszły ludobójstwu i zajmują się wyłącznie przeżywaniem związanej z tym traumy (chociaż wątki związane z Zagładą i jej upamiętnianiem też się tu oczywiście pojawiają”), ale jednostki aktywnie próbujące odnaleźć się w powojennych warunkach.

Takie podejście pozwoliło na stworzenie obrazu skomplikowanego i zniuansowanego, przez swoją szczegółowość i ambiwalencję rozmontowującego rozmaite stereotypy i zbliżającego się do prawdy o tamtym czasie – w niedoskonały oczywiście sposób, czego autor jest w pełni świadomy i co musi być udziałem każdej osoby próbującej stworzyć obraz tak szczegółowy po dziesiątkach dekad.

Obraz jaki wyłania się z książki Łukasza Krzyżanowskiego jest dość przygnębiający. To, jak pisze autor, historia powrotu współobywateli niechcianych, bo „istniejący już w czasach przedwojennych dystans między Polakami-chrześcijanami i Żydami w czasie okupacji niemieckiej zmienił się w przepaść”, a po wojnie na klimacie społecznym zaważył zarówno mit żydokomuny podycający antysemickie nastroje, fakt, że doszło już do przewłaszczenia mienia i „usunięcia”, zdawałoby się na stałe, żydowskiej mniejszośći z polskiego społeczeństwa.

Żydzi,  spotykali się najczęściej z obojętnością, ale nie brakowało również aktów „niechęci, wrogości, a także przemocy” (w tym zabójstw na tle etnicznym), na co nie było wystarczającej i skutecznej reakcji zarówno władz, jak i kościoła. Ocalali mogli co prawda próbować odzyskiwać majątki, ale spotykali opór – decydowała o tym m.in. skomplikowana sytuacja prawna, klimat społeczny i nacjonalizacja, stanowiąca de facto potwierdzenia nazistowskiej grabieży. Mimo prób organizowania się i często aktywnej postawy, „ich powrót w sensie społecznym okazał się niemożliwy” – konkluduje Krzyżanowski – „położenie ocalałych w Radomiu bardzo dobrze opisuje termin ukuty przez socjolożkę Dominikę Michalak – ghost citizens” – dodaje.

Dodajmy jednak od razu, że to syntetyczne zestawienie głównych wątków gubi wiele niuansów, o których Krzyżanowski nie zapomina w swojej narracji, np. kiedy analizując zabójstwo radomskiego jubilera bardzo precyzyjnie zastanawia się na ile miało ono podłoże etniczne, a na ile mogło zostać podyktowane motywami rabunkowymi lub chęcią usunięcia niewygodne świadka innego pospolitego przestępstwa. Zawsze też buduje szeroki kontekst dla opisywanych historii – obejmujący zarówno międzywojnie, jak i okupację, by w ten sposób ukazać całe skomplikowanie sytuacji, w której zachodzą wydarzenia i motywacji ich uczestników. Ta jego nieustępliwa, właściwa rzetelnym naukowcom, postawa, którzy muszą mówić prawdę, mimo że może się ona komuś nie spodobać, każe Krzyżanowskiemu nie tylko opisywać trudną sytuację wracających Żydów i niechęć reszty społeczeństwa, ale również poruszać takie tematy, jak np. działalność niektórych ocalonych, którzy wyłudzali mienie „pożydowskie”, czy problem jaki dla elit żydowskich stanowiło skompromitowanie się ich części przez działalność w okupacyjnych judenratach (mamy tu studium kilku przypadków).

Na koniec jeszcze kilka słów o warsztacie Łukasza Krzyżanowskiego. Oprócz wspomnianej już benedyktyńskiej kwerendy autor przeprowadził również 30 wywiadów ze świadkami (żydowskiego i nieżydowskiego pochodzenia), a w swoich rekonstrukcjach krytycznie podchodzi do źródeł, a fakty precyzyjnie oddziela od hipotez.

„Dom, którego nie było” to książka bardzo ważna. Daje niezwykły, bo drobiazgowy  w opisie, i zniuansowany obraz mało znanych zagadnień z okresu najnowszej historii Polski, przywracając je zbiorowej pamięci i uświadamiając ich wpływ na całą późniejszą historię Polski. Dzięki temu, że przekracza etniczny stereotyp każący oddzielać Żydów i Polaków, słusznie zauważając, że „chodzimy tymi samymi drogami, po których kilkadziesiąt lat temu chodzili ocalali z Zagłady p o l s c y obywatele” może napisać, że „ich losy i cierpienie są także n a s z ą historią”, a Holocaust był najtragiczniejszym i zarazem najważniejszym wydarzeniem, któe dotknęło p o l s k i e społeczeństwo w XX wieku.” (podkreślenia moje – l.) I te zdania wieńczące książkę, odwracają perspektywę i są jak ożywczy, zimny prysznic.

O AUTORZE:

Łukasz Krzyżanowski – doktor socjologii, specjalizujący się w historii społecznej, był stypendystą m. in.  Uniwersytetu w Oksfordzie oraz Instytutu Yad Vashem oraz Narodowego Centrum Nauki, obecnie adiunkt na Freie Universität w Berlinie