#testujemyarcydzieła;-) (George Saunders, “Lincoln w bardo”, Znak 2018)

Przedwczesne okrzyknięcie powieści George`a Saundersa arcydziełem niepotrzebnie dodaje jej powagi i odbiera przynajmniej połowę przyjemności z lektury tej dziwnej, smutnej i, mimo wszystko, często zabawnej, książki.

„Lincoln w Bardo” to mariaż powieści historycznej i eksperymentu. Autor wykorzystał w niej prawdziwy epizod z życiorysu Abrahama Lincolna, gdy, już w czasie trwania wojny secesyjnej, jego dwunastoletni synek zmarł po gwałtownej chorobie.

Według historycznych przekazów prezydent do tego stopnia nie mógł się pogodzić ze stratą, że w noc po pogrzebie poszedł na cmentarz i wyjął z trumny zwłoki synka, by je po raz ostatni przytulić (Saunders w jednym z wywiadów tłumaczył, że wówczas było z tym trochę inaczej).

Akcja powieści rozgrywa się w tę właśnie noc na waszyngtońskim cmentarzu, gdzie, jak każdego innego wieczora, pojawiają się duchy, stanowiące przekrój amerykańskiego społeczeństwa, znajdujące się w stanie zawieszenia między zaświatami i światem żywych – to właśnie tytułowe bardo, którego koncepcja zaczerpnięta została z buddyzmu.

Większość z nich jest nieświadoma, że zmarła – sądzą, że są chorzy i jak ognia unikają tajemniczych „rozświtów materii”, w których znikają towarzysze, a które są manifestacją ostatecznego odejścia duszy. Dużo poważniejszym niebezpieczeństwem są jednak agresywne pnącza, przykuwające na wieki do miejsca „chorowania”, które później okazują się emanacją dusz potępionych. W czasie nocy rozegra się walka o duszę chłopca, która wpłynie na wszystkich bohaterów dramatu – Lincolnowi pomoże pogodzić się ze stratą i podjąć decyzję o tym, jak dalej prowadzić wojenną politykę, a duchy uwięzione w bardo poznają swoją kondycję, zdołają oderwać się od świata i dostaną szansę na wyzwolenie.

Powieść została po mistrzowsku skomponowana ze świetnie zróżnicowanych językowo wypowiedzi wszystkich bohaterów (nie ma odautorskiej narracji), które przeplatają się z wypisami ze źródeł z epoki i „wspomnieniami” wymyślonymi przez pisarza i tworzą spójną, a jednocześnie polifoniczną całość, która pozwala oglądać akcję z wielu punktów widzenia; tu czapka z głowy zarówno dla pisarza, który jak zwykle czaruje umiejętnościami godnymi językowego kameleona, jak i dla Michała Kłobukowskiego, który całość równie starannie spolszczył.

Śmiała próba pogodzenia awangardowej gry formą z wielkimi tematami eschatologicznymi wypadła znakomicie również dzięki empatii autora, z którą portretuje on swoich niedoskonałych bohaterów i ich poruszający żal za tym, co trzeba zostawić, odchodząc ze świata.

O AUTORZE:

George Saunders – uważany za największego współczesnego amerykańskiego autora opowiadań – w Polsce ukazał się zbiór “10 grudnia”; za “Lincolna w bardo” nagrodzono go w zeszłym roku Bookerem;

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.