Słuchaj, dzieweczko

Wojciech Kuczok, „Czarna”, Od Deski do Deski 2017

Słuchaj, dzieweczko!
– Ona nie słucha –
To dzień biały! to miasteczko!
Adam Mickiewicz, Romantyczność

 

Z pozoru banalna historia. Małe miasteczko, tytułowa Czarna (nazwa prawdziwa, ale wielce znacząca), wszyscy wszystkich znają. Ona samotna nauczycielka pod czterdziestkę, mieszkająca z matką, on lokalny potentat drzewny, który tkwi w małżeństwie z żoną, której nie kocha. Zakochują się w sobie (impuls wychodzi od burmistrza, z którym kobieta miała przelotny romans, a który chce się pozbyć kochanki i aranżuje jej romans z kolegą – to pierwszy znak, że historia jest jednak trochę inna niż setki jej podobnych i pierwszy punkt zaczepienia dla pisarza).

Związek robi się poważny, zwłaszcza z jej strony. Sprawa wychodzi na jaw, miasteczko ją potępia i wzorowo zaszczuwa. Ale bohaterka książki Kuczoka nie jest Stefcią Rudecką i nie umiera spokojnie – bo nagonka miasteczka budzi mroczne siły, nad którymi nikt, łącznie z ofiarą zaszczucia, nie jest w stanie zapanować i sprawa kończy się tragedią. To w kogo wystrzeli przysłowiowa strzelba i w jaki sposób do tego dojdzie, jest drugim punktem zaczepienia Kuczoka – idąc tropem zarówno wspomnianej zaaranżowanej zdrady, jak i przyczyn i efektów nagonki i, swobodnie zmieniając akcenty, bardzo dużo dopowiadając, a jednocześnie sporo pozostawiając w niedopowiedzeniu wnikliwie penetruje świat małomiasteczkowego patriarchatu i zakłamania oraz śledzi losy, tych którzy, z różnych powodów, nie mogą lub nie chcą mu się podporządkować.

Studium patriarchatu zbudowane jest na paradoksie. Owszem to mężczyźni inicjują w prowadzają w życie zdradę, która jest pierwszym kamyczkiem lawiny, oni są gotowi porzucać żony, jeśli nie zechcą im urodzić syna, to dla nich kobiety dbają o porządek domowego ogniska (kilka akapitów o “parowaniu” skarpet dla męża to świetny przykład tego jak Kuczok wykorzystuje znaczący szczegół do budowania syntetycznych metafor), ale to tylko pozory, bo to kobiety okazują się być strażniczkami pozornie patriarchalnego porządku – one ujawniają tajemnicę kochanków i one przodują w zaszczuwaniu ofiary; to wreszcie kobieta stanie się narzędziem sił nad którymi nikt zapanować nie jest w stanie.

Bo też Kuczok stawia się trochę w roli poety z przywołanego na początku Mickiewiczowskiego evergreenu – tu też mamy “dzieweczkę”, która „nie słucha” próbującej przywołać ją do porządku społeczności, będzie również „mędrzec” ze swoim „szkiełkiem i okiem” w postaci sądowego psychologa usiłujący racjonalizować to, co się stało, a Kuczok obsadza się w roli tego, który rejestruje działanie sił „pozaludzkich” – może nawet mniej fatum (chociaż bezwzględność, nieuchronność i celność uderzenia przywodzą na myśl grecką tragedię), a bardziej nieświadomego, którego nie sposób ignorować bezkarnie, i które pisarz w roli fatum osadza.

Na koniec jeszcze słówko o formie książki. Kuczok trzyma swoje słowotwórcze zapędy i skłonność do przetwarzania językowych klisz w ryzach, używając ich prawie wyłącznie wtedy, gdy niosą dodatkowe znaczenia i prawie nie drażnią (z czym miewałem problemy we wczesnych opowiadaniach na przykład), staje się też medium „mówiącym językami” swoich bohaterów, a jednocześnie z pełnią świadomością warsztatu panuje nad stylizacją i całością fabuły – a wszystko to w taki sposób, że otwierając książkę w dowolnym miejscu nie mamy wątpliwości kto ją napisał.

Kuczok się nie cacka. Bez ceregieli wpycha się z własnym językiem, rytmem i neologizmami do cudzych głów, by przerobić sensację z pierwszych stron bulwarówek w literaturę. I chociaż często mówi się, że życie pisze ciekawsze historie niż ona, to Kuczok udowadnia, że literatura może pomóc lepiej je zrozumieć.

O AUTORZE:

Wojciech Kuczok – poeta, prozaik, scenarzysta i speleolog – ma na koncie Paszport “Polityki”, Nike, scenariusz do filmu, który zgarnął Złote Lwy i odkrycie kilku jaskiń; autor m. in. “Opowieści słychanych”, “Gnoju”, “Poza światłem”