Feministyczna baśń

Maria Turtschaninoff, „Kroniki Czerwonego Klasztoru. Maresi”, Młody Book! 2017

Już teraz czuję, że moje pisanie sprawiło, iż to, co się wydarzyło, staje się mitem, baśnią, jedną z tych opowieści, które spowijają Czerwony Klasztor.

W w fantastycznym, przedindustrialnym świecie zdominowanym przez cywilizacje oparte na różnych formach patriarchatu, istnieje, umiejscowiona na samotnej wyspie, matriarchalna enklawa, tytułowy klasztor, gdzie nie mają wstępu mężczyźni, a mała społeczność go zamieszkująca wyznaje kult bogini zwanej Pramatką (ma w sobie zarówno pierwiastek płodny, jak i ten związany ze śmiercią), połączony z kultem wiedzy (obejmującej również magię). Klasztor szkoli adeptki (w większości prześladowane w swoich krajach z różnych powodów), by niosły wiedzę do innych krajów.

Główną bohaterką i narratorką tomu jest Maresi, nastoletnia (ma ok, 13-14 lat) nowicjuszka, która uciekła na wyspę przed głodem i znalazła tam nowy dom; jej największą pasją są księgi i wiedza, ale ma w sobie również sporo opiekuńczej troski wobec młodszych koleżanek; co ważne ciągle nie odnalazła swego życiowego powołania.

Centralny wątek zawiązuje się, gdy na wyspę przybywa nowa dziewczyna – jak się wkrótce okaże potężnie straumatyzowana brutalnymi działaniami ojca (m. in. pogrzebał żywcem jej siostrę, która co prawda chciała być idealną córką, ale nieopatrznie okazała trochę sympatii pewnemu chłopcu), przed którym ucieka. Wkrótce pościg dotrze na wyspę, przynosząc ze sobą przemoc (w tym m.in., zasugerowany tylko, zbiorowy gwałt), ale stając się też katalizatorem przyśpieszonego dojrzewania bohaterki, która odkryje swoje, wypierane dotąd, powołanie.

Mój problem z książką Turtschaninoff wynika z jej perswazyjnych elementów powiązanych w dużej mierze z wykorzystaniem mitologicznej konwencji.

„Maresi” jest de facto opowiedzianym na nowo, w bardzo sugestywny sposób, mitem matriarchalnym – kobiecość jest w niej ukrytą przed światem, łagodną siłą, której zagraża agresywna męskość (oczywiście pojawiają się w powieści mężczyźni, którzy kobiecości nie zagrażają, ale są albo bezbarwni, jak ojciec głównej bohaterki, albo zostali wykluczeni ze względu na swoją seksualność, bo są gejami); kobiecość jest też ukazana jako siła zdolna do przemiany zdominowanego przez patriarchat świata.

Mit wymaga od opowiadacza precyzyjnego i bardzo zdecydowanego rozdzielenia dobra od zła, a że ma również charakter perswazyjny, jest podanym do wierzenia wyjaśnieniem mechanizmów świata, mało w nim miejsca na subtelności i feminizm, jakkolwiek by go autorka nie łagodziła utopijną wizją klasztornej harmonii, jest w „Maresi” feminizmem jednak w jakimś stopniu wojującym i pozostawiającym mało miejsca innym perspektywom oglądu świata – żeby być precyzyjnym, nie chcę oceniać samego feminizmu, zależy mi tylko na ukazaniu perswazyjnego charakteru książki.

Mimo tego zastrzeżenia, „Maresi” nie jest bynajmniej nudnym i łopatologicznym feministycznym wykładem. W miarę jak coraz bardziej zagłębiałem się w tę historię, książka rzucała na mnie coraz większy urok. Decyduje o tym szereg czynników – wspaniałe wykorzystanie suspensu aż do finałowej kulminacji, biegłość w operowaniu mitologiczną konwencją, lekko, ale przekonująco przełamaną psychologiczną prawdą (bo wybory bohaterek, aczkolwiek podejmowane w obrębie jednego kosmosu aksjologicznego, nie są już tak oczywiste) i budowanie świata przedstawionego powieści. W tym ostatnim elemencie wyróżnia się zwłaszcza system magii – opartej nie na eliksirach i magicznych formułkach, ale na, opisywanym z kulturoznawczym zacięciem, rytuale, a także pewnych atrybutach kobiecości – krwi menstruacyjnej, czesaniu włosów czy potrójnej tożsamości Pramatki, która jest jednocześnie dziewicą, matką i śmiercią.

„Maresi” wpisuje się w trend, który podważa przekonanie o tym, co wolno autorom literatury młodzieżowej. Rick Riordan dał nam ostatnio transpłciowego bohatera, Neal Shusterman uczynił centralnym tematem powieści filozoficzne rozważania o śmiertelności (świetni „Kosiarze”), a na naszym podwórku Adam Lang skończył swój „Sznurek” najmroczniej jak się dało (ale inaczej nie było można). Turtschaninoff napisała feministyczną baśń o patriarchacie i siostrzeństwie, nie uciekając przed drastyczną przemocą. Oczywiście pojawia się od razu pytanie o powód tych zmian – epatowanie tabu w celach merkantylnych odrzucić można od razu, bo każda ze wspomnianych pozycji to książka przynajmniej bardzo dobra (dwie ocierają się o wybitność), a ich autorzy to pisarze doskonale wyczuleni na potrzeby młodego czytelnika. Może więc chodzi o szybsze dojrzewanie odbiorców tego typu literatury, może o ruch emancypacyjny w ramach literatury dziecięco-młodzieżowej, która nie chce unikać tematów zajmujących jej czytelników.

Następny tom: Naondel (2)

Wiek 16+

O AUTORCE:

Maria Turtschaninoff – fińska autorka specjalizująca się w literaturze fantasy dla odbiorców z grupy Young Adult; za „Maresi” otrzymała najbardziej prestiżową fińską nagrodę dla literatury dziecięcej i młodzieżowej (Finlandia Junior Award), była nominowana m.in. do Nagrody im. Astrid Lindgren; „Maresi” stanowi pierwszy tom trylogii pt. „Kroniki Czerwonego Klasztoru”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *