Przebłysk

Wojtek Wawszczyk, “Pan Żarówka”, Kultura Gniewu 2018

Taki debiut zdarza się rzadko. Powieść graficzna o człowieku, który został latarnią miejską to połączenie baśni industrialnej i kameralnego dramatu psychologicznego, które ujmuje wspaniałym scenariuszem, pomysłowością, panowaniem nad komiksowym medium i dyscypliną formy.

Oczywiście Wojtek Wawszczyk to nie jest człowiek znikąd – ceniony w świecie animacji filmowej (lista osiągnięć w notce na końcu recenzji) przez 8 lat po godzinach tworzył „Pana Żarówkę”, by przebojem wskoczyć do pierwszej ligi polskiego komiksu.

Historia głównego bohatera osadzona jest w industrialnym mikroświecie, który, zachowując trochę polskiego kolorytu przełomu komuny i III RP, ma w sobie siłę mocno uniwersalną.

Dodajmy od razu, że proza życia i wiarygodność psychologiczna łączy się tu z oryginalną warstwą industrialnej fantastyki, przywodzącej trochę na myśl techniki stosowane przez przedstawicieli realizmu magicznego – wszystko to, mimo pozornie, jak się zaraz przekonamy wątków, świetnie „żre” i czytelnik daje się wciągnąć w niesamowitą opowieść o pewnej doświadczanej przez los rodzinie.

Matka bohatera pracuje w hucie, ojciec jest prasowaczem. Ich ciężkie, ale znośne (również dzięki miłości) życie komplikuje się, gdy ojciec, dociskany przez szefostwo, od którego w ramach awansu otrzymuje żelazko wielkości odkurzacza, przemęczony rozprasowuje się sam na ogromny ludzki naleśnik.

Wypadek udaje mu się przeżyć, ale od tej pory tkwi w fotelu ćmiąc kolejne papierosy i niespecjalnie komunikując się z otoczeniem. To oczywiście nie koniec problemów, bo wkrótce, matka, bojąc się, że zaniedbuje synka, zabiera go ze sobą do fabryki, gdzie chłopiec połyka kawałek rozgrzanego do białości metalu (to taka inicjacyjna superbohaterska opowieść à rebour).

Metal pozornie nie czyni mu specjalnej krzywdy, ale zdjęcie RTG ujawnia, że wypalił mu on całe wnętrze, pozostawiając trzy druciki – zupełnie takie jak w żarówce. Wkrótce okazuje się, że chłopiec, podłączony do prądu (może wkładać palce do kontaktu;-) świeci niczym ludzka żarówka.

Dziwny to i kłopotliwy dar, który sprawi, że bohater stanie się outsiderem i dziwadłem, które lepiej omijać z daleka (bo trudno np. “chodzić” z kimś, kto parzy w czasie pocałunku), utrudniając drogę do akceptacji społecznej i autoakceptacji. Oprócz zmagań z sobą samym i obcymi będzie także musiał ułożyć sobie stosunki z trapioną dalszymi nieszczęściami (chociaż parę światełek w tunelu też się pojawi) rodziną. Całość, po licznych perypetiach, znajdzie swój nieoczywisty happy end w wynikającym z doświadczeń bohatera, stoickim, pełnym pogodzenia z losem, finale.

Przypowieść o życiu ze skazą i studium rodziny, którą ocala miłość, o fatum i godzeniu się z jego wyrokami mogłaby łatwo osunąć się w banał, ale Wawszczyk z maestrią tego unika, dzięki całej gamie w pełni świadomie stosowanych środków.

Wykorzystuje więc fantastykę w celach metaforycznych – a że ma oryginalną wyobraźnię zamyka w rozmaitych surrealistycznych wypadkach bohaterów potężny ładunek dodatkowych znaczeń – najwięcej znajdzie ich oczywiście czytelnik w kondycji Pana Żarówki – ale niemal równie znaczenionośne są przypadki matki i ojca głównego bohatera – ta pierwsza na przykład „łamie się” dosłownie w pół niczym brązowy odlew, gdy po wypadkach najbliższych mężczyzn bierze na siebie zbyt dużo w fabryce i od tej pory musi funkcjonować dzięki specjalnej podpórce z kółkiem. Ten jej stan posłuży autorowi np. w jednym z epizodów do stworzenia sytuacji, w której kobieta stanie się „żywym wózkiem sklepowym”, symboliczną ilustrację legionów kobiet pędzących do domu „z siatami”.

Co ważne każdy pomysł został wyzyskany na różne sposoby i umiejętnie spleciony z warstwą realistyczną (np. kiedy matka wyciąga ze ściany„zatapiającego” się w niej, szukającego izolacji od złej rzeczywistości, bohatera)

Innym zabiegiem pogłębiającym historię jest autentyzm języka i świetne studium zachowań społecznych wokół odmieńca obecny w książce dzięki oku i uchu uważnego obserwatora codzienności jakim jest Wawszczyk.

W warstwie rysunkowej (od razu zaznaczam, że styl Wawszczyka to nie do końca moja bajka, ale doceniam indywidualność i profesjonalizm) na wyróżnienie zasługuje umiejętność uchwycenia subtelności mimiki, świetna nadekspresja (wszystkie jej przejawy, na czele z ewangeliczną przypowieścią o talentach, to moim zdaniem najlepsze momenty w graficznej warstwie książki), piękny, bardzo prostymi środkami uzyskiwany efekt „świecenia” głównego bohatera, a także czysto już komiksowe środki wyrazu – np. operowanie wielkością kadru lub pustym miejscem zamiast obrazka dla ukazania relacji między bohaterami.

Nie bez znaczenia wydają się również doświadczenia filmowe autora – i nie chodzi tu tylko umiejętność montażu i świetne wyczucie tempa, ale również stosowany z wyczuciem głos z offu czy detal.

Wszystko to sprawia, że udało się Wawszczykowi w „Panu Żarówce” uzyskać subtelny klimat, w którym nostalgia i czułość miesza się ze scenami zabawnymi.

A my trzymamy kciuki za dziwnych bohaterów od pierwszego aż do ostatniego kadru.

O AUTORZE:

Wojtek Wawszczyk – nagradzany reżyser, animator, scenarzysta, rysownik; ma na koncie zarówno filmy autorskie (“Headless”, “Pingwin”, “Splinter”), jak i pracę przy wielkich produkcjach, takich jak “Świteź”, czy holywoodzkie “Ja robot” i “Aeon Flux”, pracuje nad ekranizacją “Podróży smokiem Diplodokiem” Tadeusza Baranowskiego; zdobywca

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.