Z głową w kretowisku

Sacha Batthyany, „A co ja mam z tym wspólnego?”, Czytelnik 2017

Sacha Batthyany porusza temat dziedzictwa II wojny światowej, w wielu rodzinach przybierającego postać traumy, z jaką borykają się kolejne pokolenia. Nie negując zbrodni wojennych, próbuje myśleć bez balastu stereotypów – rzecz charakterystyczna dla drugiego już pokolenia urodzonego po wojnie, które zmaga się z przeszłością z większym niż poprzednicy dystansem.

Autor jest szwajcarskim dziennikarzem pochodzącym z arystokratycznej węgierskiej rodziny, którego rodzice wyemigrowali z Węgier za rządów Jánosa Kádára i nigdy już nie wrócili do ojczyzny. Jego książka ma charakter autobiograficzny. „Snuję opowieści o wydarzeniach, jakie się rozgrywały wiele dziesiątków lat temu na dziedzińcu mojej babki, w świecie, który już od dawna przestał istnieć” – pisze. Przy tym jego opowieść ma momentami charakter bardzo osobisty, gdyż szukając prawdy o przodkach, stawia pytania trudne, wychodzące poza schematyczne myślenie o wojnie, historii i rodzinie.

Punktem wyjścia w jego poszukiwaniach stał się przeczytany w gazecie artykuł poświęcony pogromowi Żydów w przygranicznej, austriackiej miejscowości Rachnitz w 1945 r. Pada w nim nazwisko jego ciotki, Margit von Batthyany, która w tym samym czasie, kiedy dokonywano zbrodni, była na przyjęciu w miejscowym zamku. Autor prowadzi własne śledztwo próbując ustalić, co mogła mieć wspólnego z tym wydarzeniem.

Jednocześnie udaje mu się dotrzeć do wspomnień jeszcze innej krewnej – babki. „Pisze o tym, jak będąc córką właściciela majątków ziemskich, wzrastała w pałacu z dziedzińcem przed oknami, z liczną służbą, z pokojówkami, z nauczycielem języka francuskiego, ze stangretem. Aż w pewnym momencie do małej wioski o nazwie Sárosd wtargnęła wojna, która wszystko odmieniła”.

Babka nie tylko została pozbawiona majątku. Towarzyszyły jej przez całe życie wyrzuty sumienia, że kiedy rozstrzeliwano Żydów na zamkowym dziedzińcu, nawet nie próbowała ratować małżeństwa Mandlów, które zatrudnione było w rodzinnym majątku. Czy mogła ich ocalić? A jeżeli tak, to dlaczego tego nie zrobiła? – to jedno z trudniejszych pytań stawianych sobie przez autora książki. Jej akcja rozgrywa się w różnych miejscach, różnych czasach i miesza konwencje reportażu, powieści drogi; momentami nawet kryminału.

Batthyany udaje się do Buenos Aires, by odszukać ocalałą przed zagładą córkę Mandlów. Jedzie z ojcem do Rosji, gdzie dziadek spędził dziesięć lat w gułagu, by zyskać chociaż mgliste wyobrażenie na temat doświadczeń antenata (ciekawym przystankiem na tej drodze jest muzeum gułagu w Moskwie). Odwiedza też Rachnitz, posiadłość w której bawiła jego ciotka w czasie kiedy mordowano 180 Żydów.

Autor, czując się po części zagubiony i przytłoczony ilością faktów i informacji odwiedza od czasu do czasu gabinet psychoanalityka, gdzie stawia pytania o własną tożsamość i wpływ wydarzeń z przeszłości na to kim jest. Nie próbuje oceniać ani rozliczać przodków, ale pisze: „moi krewni nikogo nie torturowali, do nikogo nie strzelali, nad nikim się nie znęcali. Oni byli tylko świadkami i nie reagowali” i wkłada w usta babki słowa „nie byliśmy bohaterami, byliśmy kretami”.

O AUTORZE:

Sacha Batthyany– szwajcarski socjolog i dziennikarz węgierskiego pochodzenia, redaktor m.in. „Neue Zürcher Zeitung”, wykładowca w Szwajcarskiej Szkole Dziennikarstwa, autor reportaży dla „Tages-Anzeiger” i „Süddeutsche Zeitung”.