Zaszczuty, zmęczony i grzeszny

Hampton Sides, „Ogar piekielny ściga mnie. Zamach na Martina Luthera Kinga i wielka obława na jego zabójcę”,
Czarne 2017

Hampton Sides w wielkim stylu nawiązuje do tradycji powieści non-fiction zapoczątkowanej przez Trumana Capote. Rekonstrukcja jednego z najgłośniejszych mordów politycznych w historii, dokonana na bazie benedyktyńskiej kwerendy łączy wyrafinowany suspens z konwencją powieści społecznej i jak każda wielka narracja pozwala na wieloznaczne interpretacje.

Zacznijmy od metody, bo to ona jest tu kluczowa. Hampton Sides postawił na ultraszczegółowość narracji – z jego książki dowiadujemy się m. in. wszystkiego na temat skomplikowanego rytuału golenia MLK i czytamy jakimi banknotami płacił za broń jego zabójca – wszystko to, jak zapewnia autor, ma, tak jak dialogi, pokrycie w dokumentach (pytanie oczywiście czy relacjonujący wydarzenia zapamiętali je dokładnie tak jak opisywali, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję z pogranicza psychologii i wiarygodności non-fiction).

Ta precyzja odrzuci pewnie mniej cierpliwych czytelników, ale ma ona szereg zalet, które doceni reszta odbiorców. Szczegółowość pozwala bowiem wiarygodnie „wejść” w opisywany wydarzenia, a przede wszystkim pozwala narratorowi z krwi i kości, czyli Hamptonowi Sidesowi usunąć się w cień i zmienić w powieściowego, niemal obiektywnego, trzecioosobowego narratora wszechwiedzącego.

Dzięki tym zabiegom opowieść płynnie oscyluje między fiction i non-fiction. Wiemy, że czytamy o prawdziwych wydarzeniach, ale tekst oddziałuje jak rasowa powieść – niewiele tu dyskursywnych wynurzeń autora, co do tego w jaki sposób interpretować tekst – narracja „działa” sama, produkując znaczenia.

Bo też dzieło Sidesa nie jest tylko relacją o ostatnich dnia Martina Luthera Kinga, zamachu na niego i brawurowym pościgu za jego zabójcą.

Autor, nie mówiąc o tym wprost ani słowa, polemizuje np. z teoriami spiskowymi, których mnóstwo narosło wokół wydarzeń w Memphis. Czyni to m. in., pokazując w jaki sposób FBI konstruowało łańcuszek dowodów, który doprowadził do powiązania zabójcy z miejscem zbrodni i feralnym strzałem.

To opowieść o paradoksach Ameryki (nie tylko lat 60.), kraju, w którym wolnościowy mit daje efekty tak różne jak działalność MLK na rzecz praw obywatelskich czarnych i prawo do swobodnego obrotu śmiercionośną bronią, gdzie bierny opór ściera się z zupełnie nie bierną przemocą.

To wreszcie historia z gatunku tych historiozoficznych – gorzka przypowieść o tym, że na losy historii i wielkich postaci często wpływają ludzie kalibru znacznie mniejszego niż Brutus.

Miał twardy zarost i wrażliwą skórę, już przed wielu laty zauważył, że golenie się zwyczajną brzytwą i kremem powoduje u niego paskudną wysypkę. Zaczął więc używać silnego środka depilacyjnego o nazwie Magic Shaving Powder, powszechnie stosowanego przez ortodoksyjnych żydów, których rygorystyczne przepisy religijne zakazują dotykania twarzy brzytwą. (…) Preparat ten wydzielał siarczany zapach zgniłych jaj.

King, który uodpornił się już na ten smród, rozsmarował sobie maź na twarzy i pozwolił zmiękczającym zarost chemikaliom o upiornych nazwach (…) czynić swoje dzieło.

(…) Po kilku minutach starannie usunął pastę Magic Shaving Powder szpatułką. Maź spłynęła do kanalizacji , zabierając ze sobą tysiąc małych włosków. Kiedy wycierał twarz ręcznikiem, rozległo się energiczne pukanie do drzwi.

Na koniec jeszcze kilka słów o powinowactwach powieści non-fiction Sidesa z kryminałem i thrillerem (to słowo pada, słusznie, w wielu recenzjach). Konwencja thrillera najmocniej dochodzi do głosu w historii pościgu za zabójcą, ale i tu mamy raczej do czynienia z thrillerem policyjnym (ciekawe, że podobny charakter miało dochodzenie Sidesa) – autor lubuje się w szczegółowym ukazywaniu żmudnych procedur, mozolnego budowania wiedzy na temat zbiega – i, podobnie jak w przypadku pisarza, działania z pozoru nieefektowne dają sukces.

Paradoksalnie, bo przecież mamy do czynienia z historią opisaną na sto sposobów, w której wiadomo od razu „kto zabił”, Sides znajduje sposób, by zbudować pełen napięcia suspens prowadzący do trzech trzy wspaniałych kulminacji (ostatnia mowa Kinga, zabójstwo, schwytanie zabójcy) – pomaga mu w tym wspomniana wcześniej szczegółowość i umiejętne wygranie jednej z cech zabójcy.

Z kryminałem, zwłaszcza tym w wydaniu noir, łączy książkę Sidesa sposób budowania postaci – nie ma może, tak jak u niektórych klasyków „czarnej” odmiany – pełnego rozmycia między dobrem i złem, bo role kata i ofiary, dobrego i złego są od początku obstawione, ale mimo to nic w opowieści Sidesa nie jest czarno-białe. To pisarz wyczulony na strefę szarości. King jest prorokiem, ale prorokiem zaszczutym, zmęczonym i grzesznym (i przez to bardziej ludzkim), jego zabójca to człowiek mały, ale brutalnie przetrącony przez życie, uważany za mało rozgarniętego, ale zdolny do dwukrotnej ucieczki z więzienia FBI inwigiluje Kinga nie gorzej niż KGB, a szef agencji uważa „czarnego Mojżesza” go za swego osobistego wroga, ale kiedy trzeba dopaść mordercę, agencja staje na wysokości zadania w sposób może najdoskonalszy w swoich dziejach itd. itd.

Co najważniejsze cała ta warsztatowa maestria i setki godzin spędzonych na zgłębianiu akt są w tej historii prawie niewidzialne. Hampton Sides jest bowiem jak perfekcyjnie przygotowany do przedstawienia, teatralny oświetleniowiec. Wie, że kiedy na scenę wchodzą aktorzy, to na nich musi skierować reflektory, samemu pozostając w cieniu.

O AUTORZE:

Hampton Sides – amerykański dziennikarz i historyk; ma na koncie kilka książek (w Polsce ukazały się m.in. „Żołnierze widma. Zapomniana historia jednej z najbardziej dramatycznych akcji w czasie II wojny światowej” – 2002 oraz „Krew i burza. Historia z Dzikiego Zachodu”; publikuje również m.in. w „New Yorkerze”, „National Geographic”, „The Washington Post”