„Le Corbusier. Architekt jutra”, Anthony Flint, W.A.B. 2017 – recenzja

Le Corbusier. Architekt jutra, Anthony Flint - recenzja

Corbu wizjoner

O pierwszym zbudowanym w Marsylii według projektu Le Corbusiera bloku mieszkalnym, w którym metraż kawalerki wynosił 28 m kw., mówiono, że przypomina koszary, króliczą kolonię i że ludzie zwariują mieszkając w takim stłoczeniu. Nawet mieszkańcy luksusowych willi projektu Szwajcara skarżyli się, że nie da się w nich mieszkać. O tym, jak udało mu się, pomimo krytyki, zostać jednym z najbardziej wpływowych architektów XX wieku, a jednocześnie pierwszym przedstawicielem swojej specjalności, który uzyskał status globalnego celebryty, człowiekiem który wywarł największy wpływ na to jak dziś postrzegamy architekturę pisze Anthony Flint w wydanej właśnie biografii Le Corbusiera. 

Lubił czytać Don Kichota, identyfikował się zresztą z głównym bohaterem powieści, który najlepiej odzwierciedlał jego postawę „ja kontra świat”. Autor biografii, starający się zrozumieć swojego bohatera z godną reportera wnikliwością, postrzega go raczej jako kogoś w rodzaju Henry`ego Thoreau, który zamieszkał sam w chacie nad stawem Walden i popierał obywatelskie nieposłuszeństwo – tak jak tamten, Le Corbusier jest dla jednych filozofem i wizjonerem, dla innych zwykłym dziwakiem.

Zaletą książki jest przystępny i bezpretensjonalny język, dzięki któremu czytelnik bez problemu przyswaja zarówno artystyczne credo Le Corbusiera jak cechy charakterystyczne jego projektów, nie będąc przy tym zmuszonym w trakcie czytania do wchodzenia w zbyt fachowe architektoniczne czy urbanistyczne niuanse.

Już na początku lektury można odnieść wrażenie, że bohater Flinta trafił w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie, jakim był rozrastający się Paryż na początku XX wieku, w którym znaczna część z sześciu milionów mieszkańców nie miała się gdzie podziać. Choć pochodzący z rodziny mistrzów grawerskich Szwajcar zaczynał od projektowania zwykłych cegielni i rzeźni, z czasem zaczęli się do niego zgłaszać bogaci ludzie, by projektował im nowoczesne domy, co dało mu szanse na rozwinięcie skrzydeł i zajęcie się tym, co go najbardziej interesowało, czyli optymalnym wykorzystaniem przestrzeni rozrastających się miast.

Chciał tworzyć  architekturę dla zwykłych ludzi, dostosowaną do ruchów człowieka o określonych proporcjach, reprezentowanego przez Modulora – nieco zmodyfikowanej wersję człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci. Choć jego koncepcje osiedla mieszkaniowego opartego na poczuciu wspólnoty przez wielu fachowców uznane zostały za utopijne, autorowi udało się pokazać jak jego myśl inspiruje kolejne pokolenia, nawet jeśli nie są one tego w pełni świadome.

Marcin Wicha w książce „Jak przestałem kochać design” określił myślenie modernistów o urbanistyce  jako wishful thinking. Dodał jednak, że ta wada Le Corbusiera i spółki jest i tak drobiazgiem przy„dzisiejszych komputerowych wizualizacjach, gdzie wszystko tonie w zielni, ludzie wyglądają jak gwiazdy filmowe i afrykańskie słońce odbija się w szklanych elewacjach”.

O ile strategia zawodowa Le Corbusiera do dziś może wywoływać kontrowersje, jego taktyka wzbudza respekt. Doskonale wiedział kiedy być oportunistą, a kiedy postawić na swoim. Nie był łatwym partnerem do rozmów a jego projekty przekraczały często budżet zakładany przed realizacją. W trakcie użytkowania pojawiało się szereg uciążliwych dla użytkowników usterek, które Le Corbusier całkowicie lekceważył, nawet kiedy grożono mu sądem.

Krytyka nie zniechęcała go. Przeciwnie, dawała impuls do kolejnych, jeszcze bardziej śmiałych, pomysłów. Był gotów współpracować z każdym, nawet ze Stalinem, kto dałby mu wolną rękę i nie liczył się z kosztami. Znany był z postrzeganego na swój sposób patriotyzmu, który pozwalał mu zarówno zostać ekspertem ds. mieszkalnictwa przy rządzie Vichy jak i niezbędnym specjalistą po dojściu do władzy de Gaulle`a. W trakcie trwania zimnej wojny odmówił uczestnictwa w bankiecie zorganizowanym z okazji ukończenia budowy Carpenter Center na harwardzkim campusie, jedynego budynku jego projektu na kontynencie północnoamerykańskim. Zapytany, później, czy uważa się za komunistę podobno odmówił odpowiedzi.

Z książki można się dowiedzieć sporo na temat tego, jaki był prywatnie. Flint w prawdziwy i taktowny jednocześnie sposób przedstawia jego nieortodoksyjne relacje z żoną – pozostali małżeństwem przez całe życie, ale sam architekt miał słabość do pań lekkiej konduity. Czuł, że w swojej dziedzinie ma autorytet i lubił występować w roli mentora w stosunku do młodych, sam jednak nie chciał mieć potomstwa. Autor pisze tez oczywiście o jego zagadkowej śmierci, która według niektórych mogła być wyreżyserowanym samobójstwem.

Obraz dopełnia część książki podsumowująca dziedzictwo architekta,  w której autor opisał dalsze losy projektowanych przez Le Corbusiera budowli na tle problemów i tendencji pojawiających się we współczesnej urbanistyce (autor wie o czym pisze, bo sam zajmuje się tymi problemami zawodowo). Nie zabrakło oczywiście analizy wpływu jak miał Le Corbusier na kolejne pokolenia architektów. Oczywiście Szwajcar ma do dziś wielu przeciwników, ale czas i tak obszedł się z nim, jak pisze Flint, łagodnie, gdyż na jednego krytyka przypada średnio jeden wielbiciel modernisty.

Anthony Flint w swej świetnej książce zdołał, balansując pomiędzy punktem widzenia entuzjastów i oponentów  stworzyć wielowymiarowy portret Le Corbusiera, pokazujący go jako człowieka i artystę który całe życie szukał granicy, której nie będzie w stanie przekroczyć.

Le Corbusier. Architekt jutra, Anthony Flint - recenzja

O AUTORZE:

Anthony Flint – dziennikarz (pisze m. in. dla „Boston Globe”), autora kilku książek na temat architektury, mówca, bloger, pracownik Lincoln Institute of Land Policy