„Ona to wie”, Lorena Franco, Albatros 2018 – recenzja

Ona to wie, Lorena Franco - recenzja

Tej książce przydałby się porządny redaktorski lifting. O ile w warstwie fabularnej jest znośnie, a mniej więcej od połowy, gdy mozolnie budowana intryga rusza pełną parą, całkiem przyzwoicie, to warstwa literacka pozostawia sporo do życzenia.

Oparta początkowo na modnym ostatnio klasycznym chwycie z „Okna na podwórze” historia początkującej pisarki z podbarcelońskiej prowincji, której życie właśnie sypie się w gruzy – mąż najwyraźniej przestał ją kochać, a ona sama osuwa się powoli na skraj obłędu, czemu nie przeszkadza spożywana nałogowo mieszanka alkoholu i leków uspokajających.

Akcja zawiązuje się gdy najpierw przyjeżdża z Ameryki brat męża, który, jak wiele na to wskazuje musiał stamtąd uciekać przed policją, a potem znika w tajemniczych okolicznościach sąsiadka głównej bohaterki. Kobieta nie może się oczywiście powstrzymać i rozpoczyna prywatne śledztwo. Ujawnia ono monstrualną tajemnicę z przeszłości, która zmusi kobietę do przewartościowania sądów o najbliższym otoczeniu.

Mimo że doświadczony czytelnik nie da się raczej zwieść Franco i mniej więcej w połowie zacznie się co najmniej domyślać prawdy, to, zwłaszcza od połowy właśnie, autorce udaje się utrzymać napięcie. Nie pomaga w tym niestety ilość słownej waty, którą upchnęła w swoim dziele autorka – drażni ona szczególnie w banalnie opracowanych, mocno sentymentalnych wątkach miłosnych i zdecydowanie zbyt długich wewnętrznych monologach bohaterki. Nie wychodzi też Franco indywidualizacja języka (akcję oglądamy z kilku punktów widzenia), a dialogi bywają słabe. Książce dobrze zrobiłoby odchudzenie co najmniej o jedną trzecią – psychologia nie robiłaby wówczas wrażenia pretensjonalnej, a fabuła zyskała na dynamice. Dla bardziej wyrozumiałych czytelników gatunku.

Ona to wie, Lorena Franco - recenzja

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz