Grzegorz Gajek, Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża – recenzja

Grzegorz Gajek, Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża - recenzja

Las to nie miejsce dla żelaza

Autor odświeża schematy zachodniej high fantasy, łączy je ze słowiańską mitologią, przyprawia szczyptą inwencji językowej i wątkami ekologicznymi, żeby opowiedzieć o momencie, w którym świat doświadcza wielkiej zmiany. // Grzegorz Gajek, „Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża”, Jaguar 2019, s. 380

„Wszystko się rozchwierutało. Świat wypadł z równowagi… (…) Zwierzęta, karły, nawet leszy tracą swą dawną mądrość i siłę. Ludzie mnożą się i pchają tam, gdzie nie ma dla nich miejsca.”

Ten “rozchwierutany” świat to pradawna słowiańszczyzna, w której ludzie dopiero zaczynają swoją ekspansję (nieprzypadkowo tylko jedna główna postać jest człowiekiem), a na ziemi można jeszcze spotkać wędrujących bogów. Lasy zaś należą do rozmaitych fantastycznych istot, takich jak główny bohater powieści – młody leszy Lelek z rodu Olszyborów.

Grzegorz Gajek, Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża - recenzjaWygląda jak skrzyżowanie żubra (różki, mokry nos, wielkie oczy) z hobbitem (nie należy do wysokich). Jeśli brać pod uwagę słowiańską mitologię, bliżej mu raczej do łagodnego opiekuna lasu niż kapryśnego bożka żądającego krwawych ofiar i zwodzącego ludzi na manowce. Lelek jest wegetarianinem i żyje sam, bo nie ma ochoty na militaryzację większości ziomków. Mawia, że „Las to nie miejsce dla żelaza” i, jeśli tylko może, odmawia używania broni.

Akcja zawiązuje się gdy w lesie spada gwiazda, niszcząc siedlisko skrzatów rządzonych przez pewną nieznoszącą sprzeciwu matronę i powodując rozprzestrzenianie się nienaturalnej mgły, która spowija las zgnilizną i rodzi potwory.

Lelek Olszybór, jako strażnik lasu, rusza sprawdzić, co naprawdę się stało, nie pamiętając o przestrodze starego Bilbo Bagginsa, że przekroczenie granic własnego obejścia bywa bardzo niebezpieczne. Wspierany przez żądnego przygód skrzata Fafkela, zmierza tam, gdzie spadła gwiazda…

To oczywiście początek wielkiej wyprawy. Wkrótce okaże się, że gwiazd spadło siedem, a żeby świat wrócił do równowagi, trzeba znaleźć je wszystkie i zanieść do najświętszego miejsca w puszczy. To właśnie tytułowa Biała Wieża.

Wokół Lelka zgromadzi się drużyna młodych istot. Oprócz wspomnianego już skrzata, będzie jeszcze człowiek – osiłkowaty i skłonny do żartów Mojmir oraz lesza Modraszka. Ta ostatnia jest córką jednego z władców puszczy, zielarka i najbystrzejszy mózg w tym gronie.

W czasie wyprawy po gwiazdy więzy szybko się zadzierzgną, a każdy z członków grupy pokaże mocne i słabe strony. Przyjaciele odwiedzą m.in. matecznik, bagno nawiedzane przez licho, a także grody mieszkających na jeziorze karłów, zwyczajami i wojowniczością przypominających wikingów. Zyskają też potężnego sojusznika w postaci tajemniczego, białobrodego Pieśniarza.

Klarowna z początku misja, będzie mieć oczywiście drugie dno, a u jej krańca bohaterowie staną przed dylematami, które wystawią na próbę ich altruizm, zasady i przyjaźń…

Biała Wieża” to klasyczne fantasy, które ma czytelnikowi całkiem sporo do zaoferowania. A słowem-kluczem jest tu: balans.

Pewnie, na wyrównanym oddechu, prowadzona narracja przyśpiesza parę razy w momentach pościgów, potyczek oraz bitew i oczywiście w mocnym finale.

Wątki zaczerpnięte ze słowiańskiego imaginarium są wprowadzane do anglosaskiej maszynerii fabularnej, tak by wzbogacić kanon, a nie go zdominować. Dzięki temu unika Gajek zgrzytu anachronizmu. A sama słowiańszczyzna zyskuje nowe życie, o co przecież w mariażu fantasy i różnorakich mitologii chodzi.

Podobnie rozsądnie postępuje autor z językiem. Stosowane z umiarem typowo słowiańskie słownictwo – ci wszyscy leszy, Czarnobogi, Żmije – dodają smaku, ale Gajek wie, że współczesna powieść młodzieżowa wymaga dynamicznego języka i daje go, zwłaszcza w dialogach. 

Konstrukcja postaci to z kolei rozwijanie gatunkowych schematów (np. wybraniec, który ratuje świat raczej dlatego, że musi, a nie chce czy mikrus z sercem lwa) w kierunku pogłębienia portretu psychologicznego. Tak jednak, by nie zahamować zupełnie akcji, a jednocześnie uniknąć szelestu papieru przy każdym ruchu bohaterów.

Co ważne, Gajek buduje fabułę w ten sposób, aby, przy całej wartości rozrywkowej i atmosferze przygody, bezboleśnie przemycić poważniejszą historiozoficzną opowieść o momencie, gdy świat się zmienia i filozoficzne pytania, wiążące się również jakoś z ekologiczną wymową książki.

Bywa, że pytania te wywołują niepokój, bo w książce Gajka przeraża nie tylko pełzająca jak mgła apokalipsa, ale również pytanie, ile trzeba poświęcić, żeby jej zapobiec.

Grzegorz Gajek, Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża - recenzja

PS. Za ilustracje (okładka+portrety bohaterów) odpowiada Witold Vargas, znany m.in. z „Bestiariuszy słowiańskich”

Wiek 14+

Grzegorz Gajek, Strażnicy Starego Lasu, ks. 1. Biała Wieża - recenzja

O AUTORZE:

Grzegorz Gajek – kulturoznawca, tłumacz i prozaik; w swej twórczości próbuje różnych typów literatury gatunkowej – m. in. horroru (w rozmaitych odmianach), kryminału i steampunka. , powieści historycznej. Publikował w licznych antologiach, ma na koncie kilka powieści („Malowidło”, „Powrót królów”) i tom nowel „Księga czterech”. Jego prace były nominowane do tytułu książki roku LubimyCzytać i Reflektora Nowej Fantastyki.

PODAJ DALEJ! Facebooktwittermail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz