„Harry Potter i przeklęte dziecko”, Rowling, Tiffany, Thorne – wiek 11+ recenzja

Harry Potter i przeklęte dziecko, Rowling, Tiffany, Thorne - recenzja
fot. Juanedc (CC BY 2.0 )

Potter czterdziestoletni

“Przeklęte dziecko” się fanom Chłopca, Który Przeżył (a więc i mnie) należało. Pozostawieni w siódmym tomie sagi na sławnym peronie 9 i ¾ londyńskiego King`s Cross mieliśmy prawo czuć niedosyt. Hermiona i Ron razem? Harry z Ginny? Potter szefem aurorów? Powiedzmy sobie otwarcie: to nie były niespodzianki. Na szczęście Jack Thorne  z błogosławieństwem J. K. Rowling, postanowił zaspokoić ciekawość czytelników.

„Przeklęte dziecko” to kontynuacja, napisana w dodatku przez innego autora, a takie przedsięwzięcia nieczęsto się udają. Thorne, mimo paru mankamentów, o których w dalszej części recenzji, wywiązał się z zadania co najmniej przyzwoicie.

Akcja rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym zostawiliśmy bohaterów w „Insygniach śmierci”. Szybko jednak gna do przodu i zatrzymuje się trzy lata później.

Harry`emu stuknęła czterdziestka i ma spore problemy ze średnim synem, Albusem, z którym nie potrafi nawiązać szczerego kontaktu Chłopak, nawiasem mówiąc przydzielony do Slytherinu (!), nie tylko niespecjalnie dobrze radzi sobie w Hogwartcie (!!), ale, co gorsza przyjaźni się z synem Draco Malfoya (!!!), Scorpiusem, o którym krążą złowróżbne plotki.

Bardzo głupi i bardzo odważny pomysł tej dwójki związany z przeszłością Pottera i czasozmieniaczem rozpoczyna serię wydarzeń, która po raz kolejny postawi cały świat czarodziejów na nogi i pozwoli przepracować ojcowsko-synowską relację.

Oczywiście można zżymać się na to, że Thorne powiela wiele schematów z książek Rowling (co fanom nie będzie przeszkadzać zgodnie z zasadą, że „mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”), że opis wychowawczych perypetii Potterów nie jest specjalnie oryginalny, że w didaskaliach trafiają się niepotrzebne dopowiedzenia (np. „W pomieszczeniu szaleją emocje”, „To przerażające”), że Ron jest trochę nazbyt wesołkowaty.

Z drugiej jednak strony jest tu kilka nowych pomysłów, trochę przewartościowań znanych postaci, a fabuła wykorzystuje pewien stary motyw z serii-matki w sposób pozwalający autorowi zaszaleć z różnymi wariantami bazowej opowieści. No i, przede wszystkim, dowiadujemy się wreszcie, że Neville został nauczycielem, Hermiona objęła… A tak, tu muszę przerwać, żeby za wiele nie zdradzić i pozostawić przyjemność odkrywania co było dalej Czytelnikom.

J. K. Rowling, John Tiffany, Jack Thorne,, „Harry Potter i przeklęte dziecko”, Media Rodzina 2016, s. 368

Harry Potter i przeklęte dziecko, Rowling, Tiffany, Thorne - recenzja

O AUTORACH:

J. K. Rowling – to ona powołała nastoletniego czarodzieja do życia

John Tiffany – reżyser spektaklu na West Endzie, który powstał na bazie niniejszego scenariusza

Jack Thorne – autor niniejszego scenariusza, doświadczony specjalista w tym gatunku, laureat kilku nagród Brytyjskiej Akademii filmowej