“Wróbelek z kości”, Zana Fraillon, Poradnia K 2017 – recenzja

Okrutna, ale nie pozbawiona nadziei opowieść o dojrzewaniu wrażliwca w obozie dla uchodźców to wspaniały pod względem artystycznym głos na temat jednego z najbardziej palących problemów współczesnego świata.

Zana Fraillon bardzo mądrze wybrała miejsce akcji swojej powieści o uchodźcach. Nie zdecydowała się bowiem na pisanie o najbardziej dziś zapalnym Bliskim Wschodzie, ale umieściła fabułę w swej rodzinnej, odległej i pozornie wolnej od uchodźczych problemów Europy Australii. Pozornie, bo na antypody trafiają uchodźcy z pobliskiej Mjanmy, czyli dawnej Birmy, której władze brutalnie prześladują (odmawianie prawa do obywatelstwa, tortury, przymusowe wysiedlenia z kraju, są już nawet podejrzenia ludobójstwa) wyznający islam lud Rohingja, uważany tam za grupę imigrantów z Bengalu. Część z nich trafiła do Australii, gdzie zgromadzono ich w ośrodkach detencyjnych, czyli po prostu zamkniętych i pilnie strzeżonych obozach dla uchodźców.

“Jesteśmy trupami szczurów, Harvey (…) Zostawiają nas, żebyśmy gnili, bo chcą zniechęcić żywych. Nikt nie dba o nasze bezpieczeństwo”.

Obóz, najważniejszy element świata przedstawionego powieści, został przedstawiony przez Fraillon z całym naturalizmem – problemy z żywnością (zazwyczaj przeterminowaną) i wodą, niedobory aprowizacyjne (14 par porządnych butów na 900 osób), wszechobecne szczury, choroby, zasieki z drutu kolczastego, szperacze i nadzór strażników; Fraillon jest oczywiście zbyt dobrą pisarką, by pokazywać to wszystko w czarno-białych opozycjach i pogłębia obraz – obok strażnika-kata jest więc dobry, ale tchórzliwy w decydującym momencie, dozorca-Harvey, pewnym sposobem na ominięcie kłopotów z podstawowymi dobrami jest handel barterowy wewnątrz obozu i sprowadzane z zewnątrz towary. A problemy materialne i złe warunki nie są wcale tym, co doskwiera uchodźcom najbardziej – najgorsza jest dla nich świadomość, że są niemi i niewidzialni.

W takim właśnie obozie urodził się główny bohater powieści, kilkuletni (ok. 10-11 lat) chłopiec, Subhi, którego matka, wraz ze straszą siostrą, ale bez ojca, już w ciąży przybyła do Australii. Subhi jest wrażliwy, ma plastyczny i literacki talent, a także wyobraźnię, które pozwalają mu łatwiej znosić niewesołą obozową rzeczywistość, depresję matki i dość obcesową, starszą siostrę.

W dzień pomaga starszemu koledze, Eliemu, w barterowym handlu, wieczorami wyobraża sobie, jak je nazywa, „Nocne Morze” – rozciągający się za wejściem do namiotu ocean pełen morskich stworzeń, którego nierealne przypływy przynoszą mu czasem jak najbardziej realne, drobne przedmioty – muszelkę, dziwne zdjęcie, które chłopiec uważa za wiadomości przesyłane mu przez nieznanego nawet ze zdjęcia ojca-poetę i zwiastujące jego wyczekiwany powrót…

Życie Subhiego zmienia się wkrótce po tym, gdy go poznajemy.
Najpierw traci przyjaciela, który zostaje przeniesiony do obozu dla dorosłych (czemu towarzyszy zawoalowana sugestia o tym, że dochodzi tam do pedofilii), gdzie angażuje się w działalność mającą na celu zwrócenie uwagi świata na los mieszkańców obozu, co doprowadzi do dramatycznego finału.

A potem zjawia się Jimmie, biała dziewczynka z domu stojącego w pobliżu ośrodka detencyjnego, podobnie jak Subhi, półsierota (straciła matkę), która w czasie eksplorowania okolicy zakrada się niepostrzeżenie do obozu (fakt łatwości przekroczenia zasieków i to, że czyni to dziecko jest oczywiście znaczący) i zaprzyjaźnia się z Subhim – subtelna więź między nimi, w której niebagatelną rolę odegra zrobiony z kości wróbelek i towarzysząca mu alegoryczna opowieść autorstwa matki dziewczynki, zmieni oboje…

„A powinienem.
A muszę.
A nie robię nic.”

Trzy elementy warsztatu literackiego Fraillon podnoszą aktualny temat do rangi sztuki – poezja, wspaniała psychologia i napięcie między idealizmem i naturalizmem.

Poezja pojawia się tu w różnych odmianach – od mrocznego liryzmu związanego z cierpieniem i śmiercią, po dające nadzieję sny i wyobrażenia aż do symbolizmu i elipsy, która, dzięki temu że pozostawia pewne rzeczy (w tym te najdrastyczniejsze) w niedopowiedzeniu, czyni je bardziej sugestywnymi i działającymi na czytelnika, unikając jednocześnie pornografii przemocy.

Psychologia, sprzężona z umiejętnie stosowanym strumieniem świadomości, wykorzystującym sposób postrzegania świata przez dziecko, świetnie wymyślony wewnętrzny język głównego bohatera i potoczność przywodzi na myśl osiągnięcia Williama Faulknera z „Wściekłości i wrzasku” – tu warto również wspomnieć o doskonałym tłumaczeniu Pawła Łopatki. Psychologiczna wnikliwość pozwala również nadać głębię reszcie postaci, które nigdy nie są u Fraillon figurami – mylą się, boją, walczą z własnymi demonami…

I wreszcie kwestia zderzenia idealizmu z naturalizmem – nadziei, którą w powieści sygnalizuje porozumienie możliwe między jednostkami, z rozpaczą, którą wywołuje niesprawiedliwość świata. Autorka nie daje tu łatwych rozwiązań – sygnalizuje tylko szanse…

Mądra i poruszająca książka Fraillon, napisana z empatią, ale nie litością jest zwycięstwem literatury nad publicystyką, które spodoba się i poruszy nie tylko nastolatków, ale również dorosłych czytelników.

Może warto by się zastanowić nad wpisaniem jej na listę lektur?

Wiek 15+

O AUTORCE:

Zana Fraillon – australijska pisarka, autorka kilku książek dla dzieci, za “Wróbelka z kości” nominowana do prestiżowego Carnegie Medal

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter