„Szczelina”, Jozef Karika – recenzja

Szczelina, Jozef Karika - recenzja

Tam, gdzie cisza ma oczy

Karika odświeża klimaty “Miasteczka Twin Peaks” i “Blair Witch Project” fajnie wykorzystując lokalny, słowacki koloryt. Zabrakło trochę pisarskiej dyscypliny, ale fanów gatunku “Szczelina” może zainteresować.

Słowacja, czasy współczesne. Świeżo upieczony absolwent wyższych studiów i bloger zatrudnia się przy porządkowaniu starego szpitala psychiatrycznego.

Odkrywa tam przypadkiem dokumentację przypadku mężczyzny, który pod koniec lat 30. XX wieku zaginął w rejonie słowackiego pasma górskiego Trybecz.

Odnalazł się po pół roku. Z poważnymi ranami i oparzeniami, a także w stanie całkowitego psychicznego rozchwiania. Opowiadał m. in. o dziwnej „ciszy z oczami” i obserwatorach zza szkła.

Główny bohater zaczyna badać dawną sprawę i odkrywa, że w rejonie Trybecza zaginęło więcej osób, a samo miejsce cieszy się wyjątkowo złą sławą.

Wkrótce, wraz z dziewczyną i dwójką nowo poznanych znajomych – wyznawcą teorii spiskowych i sceptycznym górołazem – wyruszają w tajemnicze góry, co kończy się oczywiście dramatycznym finałem.

Powieść jest trochę przegadana, stylizacja na młodzieżowy język nie zawsze wypada wiarygodnie (może zawinił tłumacz?), a postacie trochę schematyczne. Ale Karika nie zawiódł w tym, co w horrorze najważniejsze.

Potrafi zbudować napięcie i klimat niepokoju. I nieźle straszy wykorzystując do tego wymarłe wioski, ruiny zamków, lokalny folklor, prawdziwe tajemnicze wydarzenia z regionu i ciekawą koncepcję z pogranicza s-f i fizyki. Udane są również interakcje w grupie wędrowców przez słowacki „trójkąt bermudzki”.

Jozef Karika, „Szczelina”, Stara Szkoła 2018, s. 412

Szczelina, Jozef Karika - recenzja

Jozef Karika – słowacki specjalista od literatury gatunkowej; w Polsce ukazał się również jego „Strach” (2018)

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz