“Prymityw. Epopeja narodowa”, Marcin Kołodziejczyk, Wielka Litera 2018 – recenzja

Prymityw. Epopeja narodowa, Marcin Kołodziejczyk - recenzja

Polska podsłuchana

Marcin Kołodziejczyk dał się poznać jako mistrz reportażu z Polski B., flirtował udanie z komiksem, ale teraz wypływa na najszersze literackie wody. Jego „Prymityw” to ambitna próba uchwycenia współczesności w formę wielkiej powieści, w której reporterski wgląd miesza się szczęśliwie z językowym eksperymentem.

Świat jest ogólnie mały, a Praga jest jak cały świat. Wszystko tu posiada wielosensowność i nic się nie wymyka.

Kołodziejczyk łączy w „Prymitywie” mały realizm, historię jak z ballady Grzesiuka, językowy fajerwerk w stylu Masłowskiej i Gombrowiczowski „kościół międzyludzki” w szeroko zakrojoną panoramą współczesnego życia.

Trzon fabularny powieści osadzonej na warszawskiej Pradze stanowi historia dramatycznie zakończonej miłości między dwójką przyjezdnych. Ona, Ilona Żyła vel Wiktoria Wiedeńska to dziewczyna z podlaskiej wsi, która chce zrobić karierę w stolicy i zatrudnia się w biurze udzielającym chwilówek (które okaże się szybko jeszcze mniej szlachetnym przybytkiem), on, Jan Kwas, również z wiejskimi korzeniami, po służbie w oddziale komandosów wżenia się w rodzinę eks-ubeka i toczy przykładne, ale mocno kołtuńskie życie.

Nawet gdyby ludzi nie było w domu, ten portret komunijny wraz ze stertą misiów z pokoju Agnieszki i jej papuciami w przedpokoju, w kształcie zabawniutkich chomiczków, będą Janka doglądać. Nie pozwolą mu zrobić jakiekolwiek głupoty. W tak zadbanym mieszkaniu pełnym łagodności, ktoś tak potulny i cichy jak Kwas nie będzie miał żadnych szans.

Ta miłosna historia to szkielet do skomplikowanej, dygresyjnej opowieści, w której znalazło się miejsce i dla nakreślonego z pasją etnografa i wiedzą doświadczonego reportera portretu społeczności warszawskiej Pragi i polskiej wsi, opowieści o wzlotach i upadkach młodego polskiego kapitalizmu i mocowaniu się z historią (najnowszą i dawniejszą) oraz całej galerii doskonale skrojonych postaci; a wszystko to na tle oddanego starannie i z ironią życia społeczno-politycznego współczesnej Polski.

– Po prostu miasto się depopuluje, a biała rasa ginie na naszych oczach (…) nieprzebrane kwoty uchodźców z iphonami przy uszach czekają, czy już można. I nic się z Polski nie zostanie.

Największą siłą powieści Kołodziejczyka jest język – wszystkożerny i czerpiący zarówno z potocznej polszczyzny, jak i idiomów reklamy, polityki, publicystyki, kultury popularnej i wysokiej.

Autor przetworza go z finezją w taki sposób, by był jednocześnie odbiciem mentalności i osobowości oraz nośnikiem humoru. Kołodziejczyk stosuje w tym celu cały szereg środków – inwersje składniowe, elipsy, pomysłowe słowotwórstwo itp. Nie zmienia to faktu, że język, tak jak zresztą dość wyrafinowana konstrukcja książki, jest cały czas pod pełną kontrolą – nie traci na szczęście płynności i autentyzmu, ale jego nieustanne „gięcie i cięcie” dodaje narracji gęstości.

Poproszony na odchodnym o dwa słowa więcej na temat sytuacji w ojczyźnie, minister Prymus wymienił słowa: podatki, modlitwa.
 
Podatki płacić. Modlitwę wzmożyć.
 

Ważnym i niebanalnie opracowanym wątkiem „Prymitywa” jest komentarz do współczesnej sytuacji społeczno-politycznej – autor stosuje co prawda sporo doraźnej, często bardzo zabawnej satyry, ale jego ambicje sięgają dalej, czego najlepszym przykładem koncept zgodnie, z którym w Polsce rządzonej przez Radosława Katyńskiego urzędowo uchylono upływ czasu i zakazano zegarków, by w powstałym w ten sposób „nieczasie” „niektórzy zmarli bohaterowie narodowi też mogli włączać się w dziś i ręka w rękę z bieżącymi postaciami wielkiego formatu, bez ustanku zakłamywać się wzniosłością”.

Robert Poczęty jako Polak nie lubiał nierówności w posiadaniu mienia i nie lubiał, jak się nad nim wywyższać i pomiatać godnościowo

Książka Kołodziejczyka imponuje rozmachem i umiejętnością ucieczki od doraźności, przy jednoczesnym trzymaniu ręki na pulsie, wrażliwością na szczegół i językową finezją. Mimo że ogarnia całkiem sporą połać współczesnego polskiego życia, nie jest może jeszcze wyczekiwaną przez krytykę i czytelników wielką panoramą godną „Lalki” czy „Przedwiośnia” (a ambicje takie są czego świadectwem chociażby podtytuł czy pierwszy cytat w tym tekście), ale to strzał wystarczająco blisko środka tarczy, by się nim zainteresować i czekać na kolejne książki Kołodziejczyka.

Prymityw. Epopeja narodowa, Marcin Kołodziejczyk - recenzja

O AUTORZE:

Marcin Kołodziejczyk – nagradzany reporter związany z „Polityką”, autor m.in. „B. Opowieści z planety prowincja” (2013), „Bardzo martwy sezon” (2016), „Peryferyjczyk” (2017) oraz scenariusza do „Morza po kolana”, komiksu narysowanego przez Marcina Podolca (2016)

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz