„Leo i czerwony automat”, Marcin Szczygielski – recenzja

Leo i czerwony automat, Marcin Szczygielski - recenzja

Zwyczajny chłopiec z próbówki

Głównym bohaterem nowej powieści uczynił Marcin Szczygielski chłopca z in vitro. To chyba pierwszy taki bohater w polskiej literaturze, ale nie jedyny powód by po nią sięgnąć. Bo “Leo i czerwony automat” to kolejna potwierdzająca talent autora książka.

Leo ma dwanaście lat. Wychowuje się w nienazwanym Mieście z przyszłości pod okiem sześćdziesięcioletniej matki (ojciec zmarł przed jego narodzinami). Ma jeszcze dwóch dużo starszych braci.

Sposób w jaki przyszedł na świat przysparza mu czasem przykrości ze strony innych. Ale chłopiec prowadzi całkiem zwyczajne życie w całkiem przyjaznym mieście. Ma przyjaciół i właśnie szykuje się do wakacji.

Napędzająca przygodową fabułę zmiana nastąpi, gdy w Mieście zacznie powstawać tajemniczy, szkarłatny monument-maszyna.

Części do niego znosi każdego dnia coraz więcej mieszkańców. Co ważne, każdy, kto ma zbyt długo do czynienia z czerwoną substancją, z której zrobiona jest budowla, zaczyna zachowywać się dziwnie. Odnosi się z niechęcią do Obcych, przyłącza do działań mających na celu coraz większą izolację i nie słucha myślących inaczej.

Leo i czerwony automat, Marcin Szczygielski - recenzja

W końcu główny bohater zauważa, że coraz więcej osób, w tym jego matka i przyjaciele. padają ofiarą maszyny.

Gdy do jej uruchomienia, które ma zakończyć wszystkie problemy, a tak naprawdę, jak przeczuwa główny bohater, będzie końcem znanego mu świata, rozpoczyna, w towarzystwie innej outsiderki, desperacką akcję ratunkową.

Pomocą będą prorocze rysunki jego ojca sporządzone przed laty. Sporą rolę odegrają również mitologiczne istoty oraz empatia i wrażliwość chłopca, który ostatecznie uratuje swój świat.

Leo i czerwony automat, Marcin Szczygielski - recenzja

Szczygielski jak zwykle oferuje świetnie wymyśloną i opowiedzianą historię z całą masą oryginalnych i odświeżonych pomysłów oraz pojemną metaforę unifikującej ludzkość maszyny.

Wątek in vitro został wprowadzony w sposób taktowny i umiejętnie wykorzystany. Zarówno w warstwie fabularnej, jak i, niosącym przesłanie o równości ludzi, przekazie.

Niezwykle cenne jest, że Leo staje się wybrańcem nie dlatego, że jest z in vitro, ale dzięki przymiotom swojego charakteru i osobowości. Pozwala to wymknąć się Szczygielskiemu z pułapki publicystyki i zaprosić czytelnika do dyskusji na zupełnie innym poziomie.

A do tego jeszcze znakomite, dodające całości klimatu, barokowe w swych zawijasach ilustracje Doroty Wojciechowskiej-Danek.

Wiek 11+

Marcin Szczygielski, „Leo i czerwony automat”, Instytut Wydawniczy Latarnik, Oficyna Wydawnicza AS 2018

Leo i czerwony automat, Marcin Szczygielski - recenzja

O AUTORACH:

Marcin Szczygielski – popularny i nagradzanego (m. in. trzykrotnie Nagroda Polskiej Sekcji IBBY) pisarz tworzący zarówno dla młodszych czytelników, jak i dorosłych; u nas było już jego „Serce Neftydy” dla trochę starszych czytelników; “Leo…” przyniósł mu wyróżnienie w konkursie literackim Książka Roku 2018 IBBY

Dorota Wojciechowska-Danek (ilustracje) – graficzka i ilustratorka ma na koncie autorską książkę “Parzyziółko” (2018), a także oprawę graficzną m. in. do “Duszana” Antoniny Todorović (2017) czy “Kosmonautki” Piotra Wawrzeniuka (2014) (więcej jej prac i informacji – http://dwojciechowska.blogspot.com/)

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz