“Spirit Animals, tom. 5. Naprzeciw falom” Tui T. Sutherland, Wilga 2017 – recenzja, maraton

Spirit Animals, tom. 5. Naprzeciw falom, Tui T. Sutherland - recenzja, maraton

Tui T. Sutherland, na której „Zwierzoduchy” po lekturze świetnych „Skrzydeł ognia” (fantasy dla trochę starszych czytelników) czekałem z niecierpliwością, nie zawodzi – znakami rozpoznawczymi jej części „Spirit Animals” są duża dawka humoru (z najlepszą chyba kreacją Wielkiej Bestii na czele), doskonałe wykorzystanie snów, oraz istotny w akcji suspens – ten wynika z ogólnej logiki serii, bo wreszcie poznamy tożsamość szpiega, który pomagał Zdobywcom wpaść na trop drużyny i został przez autorkę doskonale wykorzystany i spointowany w efektownym, zaskakującym finale świetnie wykorzystującym motywy przygotowane przez poprzedników.

Początkowo zadanie jakie staje przed Abeke, Meilin, Conorem i Rollanem oraz ich zwierzoduchami wydaje się dużo prostsze niż poprzednie – areną działań ma być dużo cieplejszy rejon Erdas – tropikalny Archipelag Stu Wysp (przywodzący na myśl Azję Południową), a drużyna po raz pierwszy została zaproszona na spotkanie z Wielką Bestią. TU ZACZYNAJĄ SIĘ SPOILERY  To oczywiście tylko pozorne ułatwienia, bo już na początku autorka ujawnia do czego Zdobywcom potrzebne są talizmany, a my zaczynamy rozumieć, że jeśli wrogowie Zielonych Płaszczy położą łapę na Koralowej Ośmiornicy dopną swego, co automatycznie podbija stawkę. Problemów jest oczywiście więcej – wspomniany już szpieg, dzięki któremu Zdobywcy wpadają na trop naszych bohaterów niemal na początku akcji, a także sporo niebezpieczeństw, które staną  przed drużyną w drodze do pokojowo nastawionej Wielkiej Bestii… TU KOŃCZĄ SIĘ SPOILERY

Tui T. Sutherland dobrze wyważyła proporcje między siłowym sposobem rozwiązywania konfliktów a wyzwaniami, które wymagają od bohaterów pokonania swoich wewnętrznych lęków –  dodajmy, że sceny walk są niekiedy dość, jak w całej serii, brutalne, chociaż autorzy „Spirit Animals” nie epatują bez potrzeby drastycznością – jej obecność uzasadniona jest stosowanymi przez przeciwników środkami, a decyzje, by użyć siły, poprzedzone często sporą dawką moralnych rozterek.

Jak już się rzekło, autorka wprowadza do serii mnóstwo humoru – dyżurny śmieszek cyklu, Rollan jest w dobrej formie i często wdaje się w szermierkę słowną z Meilin, a Wielka Bestia, ośmiornica Mulop ma w sobie sporo z Morli z „Niekończącej się opowieści”, tyle że jest od niej sympatyczniejsza. Sutherland wplata oczywiście w przygodową, wciągającą akcję, sporo, całkiem skomplikowanych, dylematów moralnych  – bohaterowie, a z nimi czytelnicy będą musieli decydować np. czy można złamać zasady w imię dobra bliźnich, gdzie przebiega granica odpowiedzialności za czyny, czy wolno poświęcić istotę słabszą dla zwycięstwa – wszystkie te dylematy nie są suchymi wyborami, bo autorce udało się ukazać je z emocjonalną prawdą i biorąc pod uwagę skomplikowanie okoliczności. Na koniec słówko dla tych, którzy czekają na więcej informacji o ogólnej mitologii powieści, zwłaszcza tej związanej z Żółcią i początkach Pożeracza – powiem tyle: doczekaliście się:-)

Poprzedni tom: „Ogień i lód” Shannon Hale

Następny tom: „Wzlot i upadek” Eliota Schrefera

Wiek 11+

Spirit Animals, tom. 5. Naprzeciw falom, Tui T. Sutherland - recenzja, maraton

O AUTORCE:

Tui T. Sutherland – amerykańska pisarka specjalizująca się w literaturze dziecięcej i młodzieżowej; w Polsce ukazują się dwa jej cykle: „Avatars” oraz „Skrzydła ognia”.

PODAJ DALEJ! Facebooktwittermail
POLUB NAS Facebooktwitter