“Nie ma”, Mariusz Szczygieł – recenzja

Nie ma, Mariusz Szczygieł - recenzja

Rytmy nieobecności*

Świat który się nie kończy. Obłęd, okrucieństwo i poczucie winy. Bezdomne przedmioty i zmarli bez grobów. To, co zostaje po bliskiej istocie. Sprawy, które można załatwiać dopiero po śmierci. Słowa, których lepiej nie wypowiadać. Rzeźby, które znikają i wojny, których nie ma tylko na razie – Mariusz Szczygieł w swojej nowej książce bada różne formy braku, przy okazji wpisując się w najlepsze tradycje reportażu psychologicznego.

Metoda Szczygła – podejść najbliżej jak się da, chociaż czasem, jak w wypadku „Ślicznego i posłusznego” ryzyko, że „otchłań spojrzy na ciebie”, jest duże. Słuchać i opisywać bez przesadnej dyskrecji (z wyłączeniem personaliów), również jeśli chodzi o siebie, za to z nadnormatywną empatią i dociekliwością. Własnym, znanym czytelnikom od lat rytmem, przeplatającym się z rytmami wypowiedzi bohaterów reportaży.

Nie zawsze się to w pełni sprawdza. Czasem temat nie jest wystarczająco nośny, a reporter ma trudniej od beletrysty, bo nie może sztukować nudniejszych fragmentów fikcją. Czasem decyduje szczupłość tekstu – jest tu kilka króciutkich impresji dopełniających i grających z całością, ale mniejszej rangi niż wielkie reportaże z tego tomu.

Ale kiedy wszystko „zażre”, kiedy metoda zgra się z tematem, kiedy tekst dostanie epickiego oddechu, powstają wspaniałe reportaże, takie jak „Czytanie ścian” (o bardzo dziwnym samobójstwie i rozbiciu się „bani z poezją” nad głową tej, która została), „Nieznajomy wróg jakiś” (o bliźniaczej więzi, prawach logiki, które krępują człowieka i obłędzie), „Śliczny i posłuszny” (najbardziej znany tekst z tomu, traktat o bezmyślnym okrucieństwie czającym się w dobrych domach) oraz, stanowiący chyba najważniejszy kontrapunkt dla mroku spowijającego sporą część tej książki, „Bilans Ewy” (zaczyna się od życia wtłoczonego w ramki Excela).

Szczygieł jest reporterem, którego interesuje wyłącznie jednostkowe istnienie. Nawet jeśli pisze o rzeczach czy domach, to o rzeczach i domach, które kiedyś posiadały jednostki, jeśli w jego reportażach pojawia się historia, to historia, która jednostkę miażdży albo czyha na nią w zakamarkach psychiki, jeśli tekst jest o końcu świata, to o tym jak apokalipsę przeżywa człowiek, który w nią uwierzył.

W książce Szczygła nie ma ludzi z papieru. Fantastyczny research i trzymanie ręki na pulsie nawet po postawieniu ostatniej kropki (które wzbogaca reportaże o „życie po życiu” z korzyścią dla czytelnika), a także, podejmowana w każdym tekście, próba ukazania człowieka w całej jego złożoności i niejednoznaczności, bez odzierania go jednak z tajemnicy, pozwalają, by to, co niezapisane, ale obecne między wierszami, budowało nowe znaczenia, by najróżniejsze odcienie istnienia znajdowały swój odpowiednik również w czytelniku i, paradoksalnie, przełamywały to co jednostkowe i zmieniały się w uniwersalne.

Na początku Mariusz Szczygieł pisze: „W tej książce nic nie jest zmyślone. Gdybym zmyślał, byłaby o wiele ciekawsza”

Szczerze? Nie mam co do tego pewności.

*tytuł zainspirowany jest „Najkrótszym wykładem o NIE MA Hanny Krall” zamieszczonym w tomie

“Nie ma”, Mariusz Szczygieł, Dowody na Istnienie 2018, s. 336

Nie ma, Mariusz Szczygieł - recenzja

O AUTORZE:

Mariusz Szczygieł – reporter związany z „Gazetą Wyborczą”, autor takich m.in. książek jak „Niedziela, która zdarzyła się w sobotę”, „Gottland”, „Zrób sobie raj” czy „Projekt: prawda”; laureat m.in. Europejskiej Nagrody Literackiej, Grand Pressa dla dziennikarza roku, Nagrody im. Beaty Pawlak, finalista Nike

 

PODAJ DALEJ! Facebooktwittermail
POLUB NAS Facebooktwitter

Dodaj komentarz