“Dżanus”, Elżbieta Baniewicz, Marginesy 2016 – recenzja

Dżanus, Elżbieta Baniewicz, Marginesy 2016 - recenzja
fot. Derzsi Elekes Andor (CC BY-SA 3.0)

Okiem bezwzględnym i czułym

Specyfika twórczości Janusza Głowackiego i środowiskowa legenda sprzyjają przypinaniu mu łatek – specjalista od bananowej młodzieży dramaturg-reportażysta, szyderca, autor skeczy, a nie sztuk i last, but not least, „Playboy z Krakowskiego Przedmieścia”. Elżbieta Baniewicz w swoim biograficzno-krytycznym szkicu już na początku odżegnuje się od łatwych klasyfikacji i prezentuje Głowackiego przede wszystkim jako artystę, który pod maską ironicznego prześmiewcy skrywa twarz autora potrafiącego spojrzeć na dramat ludzkiej egzystencji „okiem bezwzględnym i czułym”, jak to zgrabnie ujmuje, i osoby, która doświadczyła bolesnej kondycji „proroka we własnym kraju.”

„Ze słowem playboy – pisze Baniewicz w zdaniach ustawiających ton jej pracy – zazwyczaj kojarzy się życie intymne, najlepiej połączone z obyczajową niesubordynacją, ale w niniejszej książce proszę się nie spodziewać rozwinięcia tego tematu. Czytelników zapraszam w podroż nie po domniemanych i prawdziwych romansach Janusza Głowackiego, ale po jego sposobie rozumienia i odczuwania świata”.

Zgodnie ze swoją specjalnością, autorka koncentruje się na sztukach teatralnych Głowackiego. Nakreśliwszy pokrótce biografię jego pierwszych lat, skupiając się przy tym przede wszystkim na stworzeniu opisu inspiracji, które odezwą się w jego twórczości, przechodzi do, przetykanego tylko gdzieniegdzie kolejnymi dygresjami biograficznymi, gruntownego omówienia dorobku dramatycznego autora „Antygony w Nowym Jorku”.

Każda ze sztuk została opracowana w podobny sposób. Mamy tu informacje o inspiracji do jej napisania i kontekście (lata 60., emigracja, system wystawiania i promocji sztuk na Broadwayu itp.), w którym powstała, obszerne omówienie treści i problematyki dramatu połączone z jego fachową interpretacją, kulisy premiery, ocenę jej samej i obszerne, komentowane, często w duchu polemicznym, cytaty z recenzji, które utwór zebrał na świecie i w Polsce (najczęściej mocno się różniące – o przyczynach za chwilę), a także dalszą karierę sceniczną sztuki – tu, oprócz kolejnych recenzji, uwagi na temat różnic w interpretacjach kolejnych reżyserów. Tom zamyka szkic, w którym Elżbieta Baniewicz definiuje „idiom teatralny” swego bohatera, opisując ciekawie i wnikliwie jego warsztat.

Przez całą książkę przewijają się dwa istotne, zasygnalizowane już na początku, wątki. Autorka, analizując strategie literackie Głowackiego, takie jak pastisz, groteska, teatralizacja i przede wszystkim, rozumiana głęboko, ironia, ukazuje jednocześnie nie mniej obecną w jego pisarstwie, ukrytą za rozmaitymi maskami, głęboką refleksję i empatię dla poobijanych bohaterów – i tak np. „Kopciuch” staje się jednocześnie studium jednostki stającej w szranki z totalitarnym system i krytyką celebrytów żądnych sukcesu za wszelką cenę, „Polowanie na karaluchy” dyskusją z amerykańskim mitem, a „Antygona w Nowym Jorku” traktatem o niedostatkach liberalnej demokracji. Wątek krytyczny w twórczości Głowackiego zamyka tekst o powieści „Ostatni cieć”, w której ton gorzkiej satyry miesza się już z katastrofizmem.

Drugi ze wspomnianych centralnych wątków książki dotyczy faktu, że o ile za granicą ukryte, poważniejsze, sensy sztuk autora „Czwartej siostry” nie stanowiły dla krytyki problemu, o tyle w Polsce miał mniej szczęścia – autorka szuka przyczyn m. in. w powierzchowności współczesnej krytyki teatralnej i życia teatralnego w ogóle („kryteria artystyczne zostały dziś zastąpione prymitywnym, wręcz agitacyjnym  przekazem, bo też taki, w większości stał się teatr – publicystyczny. Dosłowny, odcinający wyobraźnię”); nie bez znaczenia jest też niestety zwyczajna zawiść, którą autorka świetnie uchwyciła w podsłuchanych na widowni polskiej premiery „Polowania na karaluchy” komentarzach – oto drobny ich wybór: „No proszę, nie papież, nie Miłosz, a też potrafi”. „A Wajda czy Zanussi? Też się przebili do świata, a nie wyemigrowali. Nie sztuka wyjechać i się przebić, stąd się przebić to sztuka, o!”, „Ale mu nawystawiali…”, „Na pewno przereklamowane”.

Erudycyjna, dobrze napisana, nie stroniąca od celnych fraz („Mocno powiedziane, w sposób faryzejski, aż trzeszczy”), wyważona, mimo wyraźnej admiracji autorki dla twórczości Głowackiego praca zachęcająca, by do sztuk autora „Kopciucha” powrócić lub się z nimi zapoznać.

Dżanus, Elżbieta Baniewicz, Marginesy 2016 - recenzja

O AUTORCE:

Elżbieta Baniewicz – krytyk teatralna i literaturoznawca; pisała m. in. do „Teatru” i „Kultury”, obecnie pracuje w„Twórczości”; ma na koncie kilka monografii poświęconych ludziom polskiej sceny i filmu – m. in. Annie Dymnej, Erwinowi Axerowi i Kazimierzowi Kutzowi.

PODAJ DALEJ! Facebooktwittermail
POLUB NAS Facebooktwitter