“Arena 13, t. 2. Rytuał”, Joseph Delaney, Jaguar 2016 – recenzja

Arena 13, t. 2. Rytuał, Joseph Delaney - recenzja

Powrót na Arenę 13

Druga odsłona nowej trylogii sprawdzonego autora młodzieżowego fantasy zawiera to wszystko, co sprawiało, że pierwszy tom mógł się podobać czytelnikom, czyli doskonałe sceny walk, świetne wątki antyutopijne i związane z dojrzewaniem, ale „Rytuał” przynosi sporo nowych informacji na temat świata trylogii, a odpowiedzi dotyczące tajemnic pierwszego tomu służą przeniesieniu akcji w zupełnie nowe rejony i udowadniają, że „Arena 13” była tylko czubkiem góry lodowej, której pełny obraz uzyskamy dopiero w tomie finałowym.

Fabuła rozpoczyna się krótko po wydarzeniach opisanych w pierwszej części, a głównym bohaterem i narratorem jest znów szesnastoletni mistrz walki na miecze z udziałem ludzi i organicznych cyborgów, Leif (informacje o jego wcześniejszych perypetiach i konstrukcji świata przedstawionego powieści czytelnicy nieznający poprzedniej części mogą znaleźć w ramce i w króciutkim résumé w początkowych partiach powieści).

Arena 13, t. 1. Joseph Delaney - recenzjaJoseph Delaney, “Arena 13”, Jaguar 2016

Akcja powieści rozgrywa się w pozornie fantastycznym świecie, który szybko okazuje się być Ziemią w przyszłości. W wyniku potężnego konfliktu władzę na Ziemi przejęły potężne maszyny, znane jako dżinny – dysponujące m. in. zdolnością do przybierania dowolnej formy fizycznej i wieloma jaźniami dającymi im, ograniczoną do kilkunastu razy, możliwość przetrwania fizycznej śmierci. Akcja rozgrywa się na terenie Midgardu, krainy otoczonej mgłą stworzoną przez maszyny i terroryzowaną przez potężnego dżina, Hoba, rezydującego w stolicy, w której znajduje się również tytułowa Arena 13., miejsce efektownych, ale niebezpiecznych i krwawych, czasem kończących się  śmiercią, walk ludzi wspieranych przez programowane za pomocą specjalnego języka, organiczne androidy, laki. Początek fabule daje przybycie do miasta głównego bohatera, Leifa – piętnastoletniego, dość naiwnego, mistrza walki na kije, sieroty, którego rodziców doprowadził do śmierci wspomniany dżin. Chłopak chce zostać wojownikiem na Arenie, bo wie, że czasem do walki staje tam ów stwór – młodzieniec liczy, że zdoła go pokonać. Trening jaki przejdzie pod okiem Tyrona, najlepszego trenera w mieście jest dla chłopaka nie tylko okazją do podniesienia umiejętności bojowych, ale również nawiązania i wypróbowania przyjaźni z Deinonem, kolegą ze szkoły i córką trenera Kwin, a także poznania swojej, niezwykle istotnej, roli w spisku, który ma doprowadzić do obalenia tyranii dżinna.

Aby za wiele nie zdradzić (czytelnicy, którzy nie zapoznali się z pierwszym tomem powinni chyba przeskoczyć od razu do następnego akapitu), powiedzmy tylko, że Leif, wspierany przez swego zbrojmistrza i przyjaciół wciąż przygotowuje się do walki z Hobem, w czym zyskuje, w niespodziewanych okolicznościach, wielce potężnego sprzymierzeńca, ale też dowiaduje się więcej na temat Genthai, nacji z której wywodził się jego ojciec i krwawego rytuału, który żyjącym w lasach Gentajczykom pozwala na zachowanie względnej autonomii; poznaje też plany wojowniczego plemienia, które szykuje się do rewolty przeciw władcom Midgardu. Oba wątki splotą się oczywiście w efektownym finale, dając naprawdę sporą amplitudę emocji, gdy kolejne zwycięstwa przeradzają się w porażki, a klęska rodzi triumf doprowadzając do efektownego zawieszenia akcji zapowiadającego ciekawy tom finałowy (w oryginale ma się ukazać w tym roku).

Jak już się rzekło Delaney świetnie łączy dynamiczną, sensacyjną akcję przywodzącą na myśl filmowego „Gladiatora” (będziemy oczywiście świadkami kilku efektownych walk na Arenie, w tym aż dwóch z udziałem Hoba) oraz wątek antyutopijny i fantastyczny czerpiący pełnymi garściami z „Frankensteina” (tchnięcie życia w martwą materię), „Matrixa” i „Terminatora” (wojna maszyn i ludzi) oraz „Blade Runnera” (tu wątek współczucia dla myślącej i świadomej maszyny) – dodajmy od razu, że autor to mistrz literackiego recyklingu, bo wszystkie swoje inspiracje odpowiednio odświeża i łączy w efektowną całość, stanowiącą autonomiczny utwór z dopracowaną i przemyślaną konstrukcją świata przedstawionego (ma on np. swoje własne księgi, gospodarkę, prawa, ustrój, dobrze opracowany (również przez tłumaczkę, Paulinę Braiter) został też slang dotyczący walk na Arenie 13).

Jedynym mankamentem powieści wydaje się sympatyczny, ale traktowany nieco po macoszemu i doklejony chyba z obowiązku wątek miłosny.

Ponieważ „Rytuał” to opowieść zbudowana zgodnie z maksymą „przez cierpienie do gwiazd”, podobnie jak w tomie pierwszym sporo tu drastycznych, krwawych scen (cała podróż inicjacyjna głównego bohatera ma w sobie coś ewidentnie spartańskiego, a opis rytuału i narodzin pewnego stwora to już horror dla dorosłych w czystej postaci) i niełatwych wyborów moralnych, które stają przed bohaterem, dotyczących jego rasowego statusu „mieszańca”, odwagi, wyboru między dwoma powinnościami, wyboru między chęcią bycia z kochaną osobą, a koniecznością jej pozostawienia, by nie sprowadzać na nią niebezpieczeństwa – wszystko to oczywiście uzasadnione konstrukcją fabuły i nieprzyjaznego świata, ale przeznaczone jednak dla czytelników dorosłych lub dorosłości bliskich.

Podobnie jak w wypadku pierwszego tomu czytelnik zaprawiony w lekturach tego typu niby wie dokąd zmierza akcja i jak rozwijać się będą bohaterowie (i jego przewidywania są raczej, mimo kilku fajnych zaskoczeń, słuszne), a aluzje do innych utworów czytelne, ale pisarskie umiejętności Delaneya pozwalają mu mimo to zbudować napięcie i suspens i wciągnąć czytelnika w wykreowaną przemyślnie rzeczywistość.

Wiek 16+

Arena 13, t. 2. Rytuał, Joseph Delaney - recenzja

O AUTORZE:

Jospeh Delaney: brytyjski pisarz najbardziej znany z wielotomowej serii fantasy „Kroniki Wardstone”

PODAJ DALEJ! Facebooktwittergoogle_plusmail
POLUB NAS Facebooktwitter