“Spirit Animals, tom. 4. Ogień i lód”, Shannon Hale, Wilga 2015 – recenzja, maraton

Spirit Animals. Ogień i lód, Shannon Hale - recenzja, maraton

Shannon Hale oprócz tego, że dała serii kolejną odsłonę efektownego przygodowego fantasy, pogłębia warstwę psychologiczną cyklu, wykorzystuje umiejętnie pomysły poprzedników i sprawia że drużyna zyskuje tożsamość.

Czwarty tom to oczywiście kolejna wyprawa czwórki głównych bohaterów i ich zwierzoduchów w poszukiwaniu talizmanu niezbędnego do powstrzymania usiłującego podbić Erdas Pożeracza i służących mu zastępów Zdobywców. Tym razem droga wiedzie na północ, na Arktykę, gdzie czeka uśpiona w lodzie niedźwiedzica Suka z artefaktem Kryształowego Niedźwiedzia. Shannon Hale wprowadza do fabuły dwie istotne postacie – pierwsza to dysponująca mocą tworzenia ognia Maya, której zwierzoduchem jest oczywiście salamandra, drugą, osoba bardzo bliska Rollanowi – o niej więcej w SPOILERACH, KTÓRE TU SIĘ ZACZYNAJĄ (proszę zaznaczyć tekst, aby je zobaczyć). Autorka zawiązuje główne węzły dramatyczne opowieści jeszcze zanim bohaterowie opuszczą Eurę i, przeprawiwszy się morskim przesmykiem wyruszą przez pustkowia Arktyki. Oto w wiosce Samis zamieszkałej przez tajemniczą społeczność dochodzi do pierwszego w tomie spotkania z oddziałem Zdobywców pod dowództwem Shane`a – przyjaciela Abeke z pierwszego tomu. Jej serdeczne powitanie z dawnym druhem rzuci oczywiście cień na lojalność dziewczynki i wzbudzi nieufność Meilin, ale to inne spotkanie okaże się dużo bardziej dramatyczne, bo, po tym jak swoich rodziców spotykali w poprzednich tomach Meilin i Conor, tym razem przyjdzie kolej na Rollana, któremu przyjdzie przewartościować swoje poglądy m. in. na temat czynu Conora z drugiego tomu, gdy oddał talizman, by ratować rodzinę. Oba wspomniane wątki zyskają w pełni satysfakcjonujące zwieńczenie w odpowiednich miejscach akcji, w której autorka każe bohaterom zmierzyć się m. in. ze wszystkimi niebezpieczeństwami podbiegunowych obszarów i stoczyć bitwę z rozwścieczonym niedżwiedziem polarnym wielkości stodoły. TU KOŃCZĄ SIĘ SPOILERY.

„Ogień i lód” jest w warstwie fabularnej tomem co najmniej tak dobrym, jak „Więzy krwi”, ale Shannon Hale przewyższa wszystkich dotychczasowych autorów serii w umiejętności tworzenia przekonujących, świetnie skrojonych i konsekwentnie prowadzonych postaci i relacji między nimi, a także w naturalności z jaką łączy fantastykę z opowieścią o dojrzewaniu i powstawaniu więzi – zarówno w grupie jak i między bohaterami a ich zwierzoduchami; zdołała nawet wzbogacić postać mało wyróżniającego się dotychczas Tarika o charakterystyczne elementy związane z… humorem. Shannon Hale ma też świetną rękę do scen, które nazwać można „filmowymi” i potrafi przemycić rozmaite refleksje (takie jak np. ta, że strata jest nieodłączną częścią życia) bez popadania w patos i dydaktyzm. Dokłada również sporo cegiełek do ogólnej mitologii serii – daje osobowość najbardziej chyba przerażającemu dotychczas potworowi – zabijającej dla zabawy kobrze Gerathon, zdradza też nowe informacje na temat Żółci. Wartościowe uzupełnienie cyklu z dużymi fragmentami, które jak dotąd w „Spirit Animals” podobały mi się najbardziej.

Poprzedni tom: “Więzy krwi” Gartha Nixa & Seana Williamsa

Następny tom: „Naprzeciw falom” Tui T. Sutherland

Wiek 11+

Spirit Animals. Ogień i lód, Shannon Hale - recenzja, maraton

O AUTORCE:

Shannon Hale – pisze dla młodzieży i dorosłych, tworzy komiksy; ma na koncie nominację do prestiżowej nagrody Newbery Medal i kilkanaście książek – w Polsce ukazały się „Akademia księżniczek” i seria „Ever After High”

PODAJ DALEJ! Facebooktwittermail
POLUB NAS Facebooktwitter